Powrót

Widmo mobilizacji w Rosji: analitycy ważą argumenty za i przeciw

Ukraińskie drony od trzech tygodni koncentrują ataki na magazynach firmy e-commerce Wildberries, a w Rosji narasta niepewność wobec możliwej jesiennej mobilizacji. Denis Salnikow, komentator kanału otwartego, w rozmowie z Grzegorzem przeanalizował strategię wyniszczania stosowaną przez obie strony konfliktu oraz zestawił argumenty przemawiające za powszechnym poborem i przeciw niemu.

Wildberries celem ukraińskich nalotów

Według Salnikowa firma Wildberries pozostaje głównym celem ukraińskich uderzeń od trzech tygodni. W ubiegłym tygodniu zaatakowano kolejnych pięć hubów, a rafinerie - dotąd priorytetowy cel - zeszły na drugie miejsce.

Doradca prezydenta Ukrainy Michał Podolak wskazał, dlaczego platforma stała się tak istotnym celem. Zniszczenie Wildberries może uderzyć w sprzedawców działających na platformie, a przez to w system bankowy. Jak relacjonuje Salnikow, około 60 procent sprzedawców finansuje działalność kredytami pochodzącymi z takich banków jak Sbierbank, WTB i Alfa-Bank.

„Jeżeli w wyniku tych ataków Wildberries upadnie, to może również spowodować upadek drugiego największego banku Rosji, czyli WTB" - streszcza logikę Podolaka komentator. Firma jest bowiem - jak większość przedsiębiorstw e-commerce - silnie zadłużona.

Otwartym pytaniem pozostaje, dlaczego ataki omijają konkurencyjny Ozon, obecnie mniejszy od Wildberries. Salnikow przypuszcza, że przyczyna może tkwić w strukturze własności firmy. Jedyną odnotowaną próbę uderzenia w magazyn Ozonu tłumaczy prawdopodobnym błędem systemu naprowadzania - drony korzystają z łączności ze Starlinkiem oraz z wbudowanej sztucznej inteligencji trenowanej na rozpoznawaniu konkretnych celów. „Dla sztucznej inteligencji skład paliwowy łotewski albo skład paliwowy rosyjski wygląda tak samo" - zauważa, przywołując przypadek uderzenia ukraińskiego drona w zbiornik paliwa na Łotwie.

Wojna na wyniszczenie

Rozmówca podkreśla, że obie strony prowadzą wojnę na wyniszczenie przeciwnika. Ukraina uderza w rosyjską gospodarkę, Rosja atakuje ukraińską energetykę i łańcuchy dostaw. „Zaczęli to robić o kilka lat wcześniej, więc są tak naprawdę pierwszymi, kto zaczął tę wojnę" - mówi o stronie rosyjskiej.

Analitycy porównują obecny impas do wojny miast między Iranem a Irakiem w latach 80., która trwała dekadę przy niemal statycznej linii frontu. Salnikow ocenia, że konflikt rosyjsko-ukraiński już przyjął podobny charakter.

Kryzys paliwowy w Rosji, trwający już półtora miesiąca, złagodniał głównie w Moskwie i Petersburgu. W innych miastach problemy pozostają odczuwalne. Zdaniem komentatora ukraińska strategia ekonomicznego nacisku ignoruje jednak istotny czynnik: rosyjskie społeczeństwo i władze nie zawsze działają racjonalnie, a niedostatki bywają przyjmowane jako norma.

Salnikow relacjonuje reakcje znajomych pozostałych w Rosji: „Dziś byłem w stanie zatankować tylko po jednej godzinie w kolejce, co już brzmi dla nich jak dobra wieść". Wśród części społeczeństwa naloty wywołują raczej „mobilizację wokół flagi" - niezadowolenie kierowane przeciw Ukrainie, a nie przeciw własnym władzom. Przywołuje opinię Marka Menkiszaka z Ośrodka Studiów Wschodnich, że dla wielu Rosjan władza jest „jak pogoda" - można na nią narzekać, lecz nie sposób jej zmienić.

Argumenty za mobilizacją

Salnikow zebrał po pięć argumentów za powszechną mobilizacją i przeciw niej. Po stronie „za" wskazuje przede wszystkim, że dekret mobilizacyjny z 2022 roku wciąż obowiązuje - nigdy nie został odwołany ani zawieszony. Na jego podstawie prowadzona jest „pełzająca mobilizacja".

Jej przykładem były czerwcowe obławy w Penzie, przypominające ukraińską „busyfikację". Ludzi łapano na ulicach, stosowano przemoc, a niektórych nakłaniano podstępem do podpisania kontraktu z Ministerstwem Obrony - na przykład podając nocą w autobusie dokument rzekomo potwierdzający odbiór munduru. Rosja celuje przede wszystkim w osoby samotne, bez rodzin, z problemami kredytowymi lub alkoholowymi.

Kolejnym argumentem jest zbudowany w ciągu trzech lat elektroniczny rejestr wezwań, funkcjonujący w ramach platformy Gosusługi. Po 14 dniach od otrzymania wezwania osoba, która nie stawiła się w wojskowym komisariacie, traci dostęp do kredytów, odnowienia paszportu i prawa jazdy. Państwo zyskało realną kontrolę tam, gdzie wcześniej panował bałagan papierowych książeczek.

Zespół śledczy The Insider ustalił, że co najmniej trzy duże portale prawne zaktualizowały artykuły o obowiązkach firm w razie mobilizacji - mimo braku zmian w ustawach. Za nieaktualizowanie danych zatrudnionych grozi kara do dwóch milionów rubli, a kontrolę mobilizacyjną przeniesiono z komisariatów do prokuratury.

Argumenty przeciw

Po stronie przeciwnej najsilniejszy jest stan gospodarki. Już po mobilizacji z 2022 roku gospodarka zmagała się z deficytem kadr, a kolejny pobór problem ten pogłębi. Wyposażenie i wypłaty dla zmobilizowanych finansują budżety regionów, z których większość ma dziś poważne kłopoty.

Nieoczywisty argument stanowi stanowisko prowojennych blogerów, tak zwanych Z-blogerów. Jak ustalił badacz Filipow, wcześniej domagali się oni mobilizacji rzędu setek tysięcy ludzi, dziś jednak - wobec rozciągniętej niemal na 50 kilometrów strefy śmierci opanowanej przez drony - twierdzą, że masowy pobór jedynie zwiększy liczbę zabitych Rosjan.

Część z nich opowiada się za mobilizacją celową - poborem młodych ludzi „urodzonych z komórką w ręce", przydatnych w wojskach bezzałogowych i operujących z bezpiecznej odległości od frontu. Władze próbowały już tej ścieżki, organizując na uniwersytetach spotkania rekrutacyjne. Ministerstwo Obrony wydało nawet rozkaz zakazujący przenoszenia zwerbowanych operatorów dronów do jednostek szturmowych.

Przeciw mobilizacji przemawia też spadek poparcia dla Putina, notowany od kwietnia, gdy zaczęły się blokady Telegramu i YouTube'a. Salnikow przypomina reakcję społeczną na pobór z 2022 roku - największe od początku wojny niezadowolenie w dużych miastach.

Racjonalność reżimu i perspektywa wyborów

Były prezydent Dmitrij Miedwiediew zaprzeczył planom mobilizacji, powołując się na 200 tysięcy kontraktników pozyskanych w pierwszym półroczu. Podobnie wypowiedział się Andriej Kartapołow, przewodniczący komisji obrony Dumy, nazywając jesienną falę mobilizacji „fantazją Zełenskiego".

Salnikow uważa, że deklaracje te mogą być szczere. „Rosja to jest tak naprawdę kraj, którym rządzi jedna osoba" - przypomina, wskazując, że mobilizacja z 2022 roku była osobistą decyzją Putina, do której nikt nie był przygotowany. Sam skłania się ku tezie, że reżim, nawet totalitarny, może działać racjonalnie i zrezygnować z posunięcia, które mu nie służy.

Komentator ostrożnie podchodzi do doniesień blogerów podających konkretną datę - 15 października - i liczbę miliona zmobilizowanych. Zauważa jednak, że część środowiska prowojennego rozważa nawet użycie broni jądrowej jako alternatywę dla poboru.

Rekrutacja kontraktowa wciąż działa - Rosja pozyskuje około 30 tysięcy ludzi miesięcznie, mniej niż w latach 2022-2023, lecz nadal dużo. Głównym motywem pozostają pieniądze. „Wszyscy, którzy chcieli wziąć udział w tej wojnie z powodów ideologicznych, już dawno są na froncie" - ocenia Salnikow.

Gospodarka i sankcje

Zapytany o trwałość rosyjskiego modelu, Salnikow odpowiada, że gospodarka może funkcjonować w tym trybie długo, a koszty poniosą przede wszystkim zwykli obywatele wskutek inflacji. Podkreśla, że dzisiejsza gospodarka rosyjska jest zorganizowana efektywniej niż radziecka, a kierują nią liberałowie gospodarczy - szefowa banku centralnego Elwira Nabiullina i prezes Sbierbanku German Gref.

Sankcje mają realny wpływ, choć Rosja adaptuje się do nich, między innymi importując towary objęte restrykcjami przez kraje Azji Centralnej i Zakaukazia. Salnikow, patrząc na kolejne pakiety unijne, zadaje pytanie: „Czemu to nie zostało zrobione wcześniej".

Rozmowę zamyka wątek rosnącego niepokoju elit, wywołanego zamachami - jak nieudana próba na generała Czajkę. Salnikow opisuje urodziny generała w moskiewskiej restauracji otoczonej samochodami służby ochrony: „Już elity rosyjskie nie czują się bezpiecznie". Wrześniowe wybory do Dumy, prowadzone w ramach „demokracji sterowalnej", pokażą, na ile Kreml zachowuje kontrolę - również nad prowojennym skrzydłem, które wzywa dziś do głosowania przeciw partii władzy.