Wilno patrzy na Polskę jak na pierwszego sojusznika
Litwa postrzega Polskę jako najbliższego partnera obronnego i „wrota do Europy" - twierdzi Aleksandra Katleryna, zastępczyni redaktora naczelnego portalu litewskich mediów publicznych, w rozmowie nagranej w Wilnie w ramach cyklu reporterskiego poświęconego państwom bałtyckim. Litwini żyją w cieniu Kaliningradu i Białorusi, coraz intensywniej przygotowują się do zagrożenia rosyjskiego, a napięcia z lat 90. wokół polskiej mniejszości - według jej oceny - w ostatniej dekadzie wyraźnie zelżały.
Polska jako „wrota do Europy"
Katleryna opisuje Polskę jako kraj, który Litwini lubią i do którego chętnie podróżują, choć jego rozmiar bywa przedmiotem żartów. „Jeżeli chcesz pojechać do Europy, to chyba największym wyzwaniem jest Polska, bo jest na tyle duża" - relacjonuje popularny wśród Litwinów dowcip.
Kluczowe znaczenie ma jednak geografia obronna. Oba kraje sąsiadują z Kaliningradem i Białorusią, a łączy je przesmyk suwalski oraz wspólna infrastruktura energetyczna i logistyczna.
„Polska dla nas jest jak takimi drzwiami, wrotami do Europy w bardzo różnych dziedzinach: i w energetyce, i w obronności" - mówi rozmówczyni. Jej zdaniem Litwini postrzegają Polskę „jako tego pierwszego sojusznika, który by przyszedł na pomoc, jeżeli by coś się stało".
Rolę Stanów Zjednoczonych i Niemiec ocenia jako istotną, lecz drugorzędną w kategoriach szybkości reakcji. „Jeżeli mówimy o logistyce, to znaczy jeżeli reakcja ma być szybka, to Polska jest najbliższym krajem" — wskazuje. Nawiązuje przy tym do stacjonującej na Litwie brygady niemieckiej, zaznaczając, że polska obecność wojskowa mogłaby budzić większe emocje niż niemiecka.
Poczucie zagrożenia i konflikt polsko-ukraiński
Katleryna podkreśla, że litewskie poczucie zagrożenia jest realne i codzienne. „Jeżeli Putin będzie chciał to przetestować, to chyba będą to kraje bałtyckie" - streszcza opinie ekspertów obrony powtarzane w litewskiej debacie publicznej.
Silne pozostaje też poparcie dla Ukrainy. W Wilnie „najwięcej flag ukraińskich cały czas wisi", a wojnę wielu Litwinów traktuje jak własną. „Rozumiemy, że Ukraina broni też nas, nie tylko siebie" - mówi rozmówczyni.
Jako dowód nastrojów przywołuje wydarzenie z ubiegłego roku: nowo powołany minister kultury polecił usunąć ukraińskie flagi z resortu. Wywołało to skandal, a urzędnik - według jej relacji - utrzymał się na stanowisku około trzech dni.
Napięcia między Polską a Ukrainą Litwini obserwują z niepokojem. „Dla nas to jest bardzo smutno patrzeć na to, co się dzieje w Polsce" - przyznaje Katleryna, przypominając, że oba kraje jako pierwsze przyjmowały uchodźców w 2022 roku. Część litewskich ekspertów i historyków miała nawet - jak mówi - szukać sposobów mediacji: „Możemy być tymi, którzy zapraszają i Polaków, i Ukraińców, żeby usiąść i o tym dyskutować".
Historia rzezi wołyńskiej i sporu wokół UPA jest na Litwie słabo znana. „Bardzo trudno rozumiana. Nie jest to historia tak dobrze znana jak tragedia katyńska" - wyjaśnia rozmówczyni, dodając, że litewskim kolegom tłumaczyła te napięcia przez analogię do sporów o własnych bohaterów zamieszanych w mordowanie Żydów.
Zmiana w relacjach polsko-litewskich
Katleryna, córka Polki i Rosjanina, opisuje rodzinną historię jako typową dla regionu. Jej babcia, urodzona w Wilnie, przez całe życie mieszkała w tym samym miejscu, lecz „w czterech różnych państwach".
W ocenie rozmówczyni napięcia z lat 90. - o polskie szkoły, pisownię nazwisk, prawa mniejszości - w ostatniej dekadzie znacząco osłabły. Tłumaczy litewską wrażliwość obawą o przetrwanie: mały naród, uciskany przez rosyjski imperializm, broni języka i kultury między dwoma dużymi sąsiadami.
Przełom przypisuje pokoleniowej zmianie. „Mamy bardzo dużo litewskich Polaków, którzy są profesjonalni: pracują w mediach, ministerstwach, są politykami, merami" - mówi. „Litwini widzą: okej, to jest Polak, ale mówi świetnie po litewsku, jest patriotą Litwy, a ma korzenie polskie".
Spór o pisownię nazwisk uważa za sztuczny. Choć umożliwiono zapis liter takich jak „cz", niewielu obywateli skorzystało z tej możliwości. „Trzydzieści lat były o tym dyskusje polityczne. I nic się nie stało. Robię wniosek, że to była walka polityczna" - ocenia.
Poprawę wiąże też z aktywną polityką Polski. „Bardzo czuliśmy uwagę ze strony Morawieckiego, prezydenta Dudy" - mówi, dodając, że litewski głos był w tym okresie lepiej słyszany. Podkreśla, że na Litwie Polacy mogą uczyć się po polsku od przedszkola po uniwersytet, a zamykanie polskich szkół wynika głównie z kryzysu demograficznego i braku nauczycieli, nie z polityki.
Osobne, cięższe zaszłości wciąż jednak wracają. Rozmówczyni przywołuje spotkane napisy o „polskiej okupacji" Wileńszczyzny oraz spór o ocenę Jagiełły, który dla części Litwinów pozostaje „zdrajcą". „To jest bardziej jak dowcip. Nie widzę antypatii do Polski" - zastrzega, przypisując skrajne opinie nacjonalistom niechętnym wszystkiemu, co nielitewskie.
Prorosyjska część mniejszości i rosyjska propaganda
Katleryna nie ukrywa problemu części polskiej mniejszości, która mówi po rosyjsku i ogląda rosyjską telewizję. „Radzę pojechać do niektórych rejonów i porozmawiać z ludźmi, którzy po polsku nie bardzo mówią, mówią po rosyjsku, bo oglądają rosyjską telewizję" - mówi. Mimo zakazu nadawania po wybuchu wojny wielu widzów korzysta z anten satelitarnych.
Zastrzega, że zjawisko dotyczy również części środowisk litewskich, a rosyjskie narracje bywają obecne w niektórych mniejszych szkołach - czasem w słowach nauczycieli. Sama, jako Polka, otwarcie porusza te „niewygodne tematy".
Opisuje też rosyjską operację dezinformacyjną wymierzoną w relacje polsko-litewskie: rozpowszechniano nagrania z pieśnią „Przybyli ułani pod okienko", sugerując, że rosnące wydatki Polski na obronność zwiastują chęć odebrania Wilna. „Tutaj na Litwie nie miało to żadnego sukcesu. Nikt nie zwracał na to uwagi" - relacjonuje.
Test 20 maja i cywilna gotowość
Przełomowym momentem był 20 maja, gdy nad Wilnem pojawiły się drony. Wraz z alarmem ujawniły się luki w systemie. Córka rozmówczyni napisała ze szkoły, że klasa pozostała w sali zamiast zejść do schronu; w redakcji zawiódł internet. „Zobaczyliśmy, że nie wszystko działa" - przyznaje.
Dzień później, przy kolejnym alarmie, procedury zadziałały już sprawnie. Państwo i samorządy zaczęły odblokowywać niedostępne schrony i planować automatyczne mechanizmy otwierania, a szkoły przeprowadziły serie ćwiczeń.
Katleryna wskazuje jednak na skalę potrzeb. Brak metra oznacza brak masowych schronów, a istniejące pomieszczenia w szkołach często nie pomieszczą wszystkich uczniów. Za wzór stawia Finlandię: „Oni mają całe miasta pod ziemią. W tę stronę trzeba by coś robić, ale nikt jeszcze nie mówi o tym na taką skalę".
Rośnie za to oddolna mobilizacja. Mąż rozmówczyni należy do masowej organizacji strzelców, do której po wybuchu wojny wstąpiło wielu ochotników, w tym politycy - jak wspomniana Ingrida Šimonytė. Członkowie ćwiczą we własnym czasie i za własne pieniądze, także z żołnierzami amerykańskimi; grupy dla dzieci działają od jedenastego roku życia. Litewskie uczelnie wojskowe notują rekordy naboru, a wojsko nie było w stanie przyjąć wszystkich chętnych.
Świadomość zagrożenia jest wyraźnie większa niż w Polsce, choć rozmówczyni zastrzega, że i na Litwie nie wszyscy w nią wierzą. Zachodnia część kraju żyje w innym tempie niż Wilno, oddalone od granicy z Białorusią o około 50 kilometrów.
Nadzieja na sojusze
Pytana o prawdopodobieństwo wojny, Katleryna zachowuje ostrożność. „Czy będzie wojna, czy nie, wie jeden człowiek - Władimir Putin" - cytuje. Zwraca uwagę, że Rosja od dawna otwarcie deklaruje cel: powrót NATO do granic z 1997 roku. „Tyle że my nie lubimy słuchać".
W jej ocenie kraje bałtyckie mogą stać się polem testu wiarygodności Sojuszu. Litwa liczy na obronny charakter NATO oraz na partnerów z północy - Szwecję i Finlandię. „Bardzo lubimy mówić, że jesteśmy krajem północnym. Nie w tej samej grupie co Białoruś czy Rosja".
Osobiście pytała prezydentów Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego o gwarancje. „Zapewnili, że będą polskie wojska tutaj. Chcę w to wierzyć" - mówi. „Bo kto, jeśli nie Polska?".
Rozmowa jest częścią reporterskiego cyklu poświęconego bezpieczeństwu Litwy, Łotwy i Estonii wobec zagrożenia rosyjskiego oraz relacjom tych państw z Polską. Nagrano ją w Wilnie, w roku setnej rocznicy litewskiego radia.