Powrót

Wybory w Armenii sprawdzianem rosyjskich wpływów na Kaukazie

W niedzielę 7 września Armenia idzie do urn w wyborach parlamentarnych, które zdecydują o kursie kraju między słabnącą Moskwą a coraz aktywniejszym Zachodem. Stawką jest pozycja premiera Nikola Paszyniana, przyszłość rosyjskich baz wojskowych w Giumri i Erebuni oraz losy proponowanego przez Donalda Trumpa korytarza transportowego przez terytorium Armenii. O kulisach tej rozgrywki w studiu mówił dr Michał Patryk Sadłowski z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji IPW.

Słabnące, ale wciąż obecne wpływy Moskwy

Według Sadłowskiego osłabienie pozycji Rosji na Kaukazie Południowym jest faktem, ale tezę o jej wycofaniu z regionu uważa za przedwczesną. Symbolicznym dowodem zmiany było wyjście rosyjskiej misji pokojowej z Górskiego Karabachu po przegranej przez Armenię drugiej wojnie karabaskiej w 2020 roku. Mimo to fundamenty rosyjskiej obecności pozostają nienaruszone.

Rosja kontroluje strategiczne sektory ormiańskiej gospodarki - kolej oraz energetykę, w tym dostawy gazu. Na terytorium Armenii działają baza wojskowa w Giumri, baza lotnicza w Erebuni, oddziały FSB oraz instytucje takie jak Uniwersytet Ormiańsko-Rosyjski. Według doniesień, na które powołuje się ekspert, szef parlamentu Armenii Allen Simonian potwierdził w wywiadzie dla Deutsche Welle, że baza w Giumri będzie funkcjonowała zgodnie z umową, której obowiązywanie sięga lat 40. XXI wieku.

"Na razie nie widzę, nie czuję, żeby w Erywaniu elity Armenii czy sam Nikol Paszynian podjęli decyzję o zerwaniu z Moskwą" - ocenia Sadłowski. Według niego mamy do czynienia ze zmianą konfiguracji i "poważnymi przepychankami", a nie z zerwaniem.

Wojna handlowa jako narzędzie nacisku

Na kilka dni przed wyborami Moskwa zintensyfikowała presję gospodarczą. Sankcje objęły ormiańskie owoce, koniaki i wodę mineralną - produkty od lat obecne na rosyjskim rynku. Według Sadłowskiego groźby zamknięcia rynku i podniesienia cen surowców pojawiają się regularnie od 2018 roku, gdy w wyniku pokojowej rewolucji do władzy doszedł obóz Paszyniana.

Władimir Putin posunął się dalej - porównał drogę Armenii do ukraińskiej, nazywając ją "bardzo niebezpieczną". Sadłowski traktuje tę wypowiedź jako otwarte ostrzeżenie.

Jednocześnie ekspert wskazuje na paradoks: po rosyjskiej inwazji na Ukrainę gospodarka Armenii zyskała impuls dzięki obsłudze obejścia sankcji. "Przez ormiańskie banki przeszły miliardy dolarów" - zaznacza. Do Erywania napłynęły rosyjskie spółki i wykwalifikowani migranci, co przejściowo wzmocniło wzajemne uzależnienie obu gospodarek.

Amerykanie wchodzą na "podbrzusze" Rosji

Spektakularnym sygnałem zmiany było sierpniowe spotkanie w Gabinecie Owalnym, podczas którego Donald Trump przyjął Paszyniana i prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa. Podpisana deklaracja została przez wielu komentatorów nazwana traktatem pokojowym - Sadłowski uważa to określenie za przedwczesne, bo właściwy traktat wciąż nie istnieje.

Według eksperta Armenia jest dla Waszyngtonu istotna z trzech powodów. Po pierwsze, Stany Zjednoczone - obok Francji i Rosji - były członkiem Grupy Mińskiej, mającej mandat do rozwiązania konfliktu karabaskiego. Po drugie, z terytorium Armenii prowadzono działalność wywiadowczą i gospodarczą wobec Iranu; amerykańska ambasada w Erywaniu należy do największych placówek tego państwa na świecie. Po trzecie, w grę wchodzi prestiż geopolityczny.

Trump publicznie poparł zwycięstwo partii Paszyniana. "Dla Rosjan to jest policzek, bo to jest państwo, które jest ewidentnie w ich strefie wpływów" - komentuje Sadłowski. Zarazem zwraca uwagę, że amerykańskie poparcie może okazać się przeciwskuteczne - przypomina przykład Węgier, gdzie otwarte wsparcie Waszyngtonu dla Viktora Orbána zbiegło się z osłabieniem jego pozycji.

Korytarz Trumpa i nierozwiązany konflikt z Azerbejdżanem

Kluczowym elementem amerykańskiej oferty jest projekt korytarza komunikacyjnego łączącego Azerbejdżan z Nachiczewanem przez terytorium Armenii. Według Sadłowskiego pierwotny spór dotyczył formuły: Baku domagało się eksterytorialnego korytarza, co dla Erywania oznaczało naruszenie suwerenności. Rozważano nawet wariant, w którym ochronę szlaku zapewniałoby rosyjskie FSB.

Pomysł Trumpa zakłada amerykański nadzór nad korytarzem. Sadłowski zastrzega jednak, że pojawiają się sygnały o możliwym kompromisie obejmującym także Rosjan i Turków: "może być porozumienie amerykańsko-rosyjsko-azerbejdżsko-tureckie".

Konflikt ormiańsko-azerbejdżański pozostaje formalnie niezakończony. Trójstronne porozumienie z listopada 2020 roku, podpisane przez Moskwę, Erywań i Baku, zakończyło drugą wojnę karabaską, ale klauzule o odblokowaniu szlaków handlowych nigdy nie zostały w pełni wdrożone.

Lekcje drugiej wojny karabaskiej

Sadłowski podkreśla, że druga wojna karabaska z 2020 roku była zwiastunem nowoczesnego konfliktu. Powszechne użycie dronów oraz błyskawiczne przerzucenie rosyjskich wojsk powietrznodesantowych z Syberii do regionu zapowiadały taktyki widoczne później w Ukrainie i Kazachstanie.

Ekspert wskazuje, że klęska Armenii doprowadziła do podwójnego rozczarowania - zarówno Rosją, jak i Zachodem. Według badań prowadzonych w moskiewskim MGIMO nastroje antyrosyjskie w ormiańskich mediach wzrosły o 20-30 procent. Sam Paszynian publicznie stwierdził, że Rosja nie udzieliła Armenii wystarczającego wsparcia.

Konsekwencją jest demonstracyjne wycofanie się Erywania z aktywnego udziału w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) oraz Wspólnocie Niepodległych Państw. Sadłowski zastrzega jednak, że Armenia nadal aktywnie uczestniczy w Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej - to jedna z "czerwonych linii", których Paszynian nie przekroczył.

Gra Kremla: scenariusz gruziński dla Armenii

Według Sadłowskiego Moskwa próbuje w Armenii powtórzyć schemat zastosowany w Gruzji. Główną siłą opozycyjną wobec Paszyniana jest Samwel Karapetian - oligarcha narodowości ormiańskiej, który zbudował fortunę w Rosji.

"Rosjanie są znani z tego, że jak coś jest sprawdzone, to uznają, że warto to powtarzać" - komentuje ekspert. W modelu gruzińskim, ucieleśnianym przez Bidzinę Iwaniszwilego, elity formalnie deklarują neutralność i otwartość na Zachód, ale w razie zagrożenia dla władzy sięgają po rosyjskie wzorce prawne - ustawy o agentach zagranicznych i instrumenty represji.

Sadłowski przewiduje, że Paszynian wygra niedzielne wybory, ale otwarte pozostaje pytanie, czy uzyska większość konstytucyjną, czy będzie zmuszony szukać koalicjanta. Jego zdaniem Kreml realistycznie ocenia szanse premiera i może grać o długą perspektywę - zinstytucjonalizowanie opozycji jako bazy pod kolejne wybory, w tym samorządowe.

Trzy stolice, trzy trajektorie

Kaukaz Południowy rozpada się dziś na trzy odrębne trajektorie. Gruzja, jak ocenia Sadłowski, wraca w orbitę rosyjską - choć ekspert woli mówić o sojuszniku gospodarczym niż politycznym. Azerbejdżan pod rządami Alijewa zbudował niezależność opartą na surowcach, zreformowanej armii i wsparciu Turcji.

Symbolem nowej pozycji Baku był spór o zestrzelenie azerbejdżańskiego samolotu. Alijew skutecznie zmusił Putina do przeprosin i uznania odpowiedzialności Rosji. Ekspert przypomina jednak, że na kilka dni przed inwazją na Ukrainę Alijew podpisał w Moskwie ważne porozumienie, co dowodzi, że Kreml zabezpieczył się także na tym kierunku.

Armenia tkwi w najtrudniejszym położeniu - geograficznym, gospodarczym i militarnym. Jest jedynym państwem regionu, w którym całe elity polityczne, eksperckie i akademickie pozostają głęboko zanurzone w rosyjskim obiegu informacyjnym. To czyni z niej, paradoksalnie, unikalny kanał komunikacji między Zachodem a Moskwą.

Co przyniesie niedziela

Sadłowski prognozuje zwycięstwo Paszyniana, ale bez gwarancji samodzielnej większości. Premier prowadzi kampanię opartą na dwóch hasłach: obietnicy pokoju i strachu przed powrotem wojny. Karapetian uderza w słabe punkty rządu - niedostateczne reformy socjalne i brak realnej poprawy bytu obywateli.

W stolicy poparcie dla Paszyniana jest niższe niż w skali kraju - w Erywaniu może uzyskać 20-25 procent. W Giumri, drugim co do wielkości mieście i siedzibie rosyjskiej bazy, jego obóz przegrał już wybory samorządowe.

Ekspert ostrzega przed czarnym scenariuszem: w razie zdecydowanego zwycięstwa Paszyniana Kreml może uruchomić instrumenty ekonomicznego nacisku - zamrożenie transferów finansowych do Armenii, uderzenie w eksporterów, wzrost cen energii. "To by była naprawdę atomowa opcja" - komentuje. Bardziej prawdopodobny wydaje mu się jednak scenariusz pragmatycznego porozumienia, w którym Paszynian po wyborach odwiedza zarówno Brukselę, jak i Moskwę.

Polska na uboczu

W zakończeniu rozmowy Sadłowski wskazał na bierność Polski w regionie. Państwo polskie kontroluje giełdę w Erywaniu i ma tam interesy gospodarcze, ale - jak zauważa ekspert - wciąż nie obsadziło stanowiska ambasadora. W aktywności dyplomatycznej i propagandowej wyprzedziły Warszawę nawet mniejsze państwa, takie jak Litwa, nie mówiąc o Niemczech i tradycyjnie obecnej w Armenii Francji.

Wybory 7 września nie rozstrzygną dylematu Armenii w sposób ostateczny. Wskażą jednak, jak głęboko sięgają rosyjskie wpływy, jak skutecznie Zachód potrafi je równoważyć i czy Erywań wciąż dysponuje przestrzenią manewru między mocarstwami, które od dwóch wieków traktują Kaukaz jako swoją strefę wpływów.