Zakazana przez cenzurę książka odsłania inną prawdę o 1941 roku
Wydany w tym roku w Petersburgu tom Fiodora Kandyby „Zostałem zabity pod Wiaźmą” - przez ponad osiem dekad więziony w archiwum przez cenzurę - pokazuje początek wojny sowiecko-niemieckiej inaczej, niż każe oficjalny rosyjski mit. O książce i jej znaczeniu dla dzisiejszej Rosji rozmawiali na Kanale Otwartym Grzegorz Ślubowski i dr Michał Patryk Sadłowski z Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską Uniwersytetu Warszawskiego..
Autor, Fiodor Kandyba, był mało znanym ukraińsko-sowieckim dziennikarzem, publikującym przed wojną w czasopismach Związku Sowieckiego. Jego ojciec, lekarz jeszcze z czasów carskich, nauczył syna podstaw niemieckiego - umiejętności, która później zdecydowała o jego losie. Po ataku III Rzeszy na ZSRR w 1941 roku Kandyba wstąpił jako ochotnik do oddziałów broniących Moskwy i trafił do słynnego okrążenia pod Wiaźmą, gdzie powstały wielkie kotły z otoczonymi żołnierzami.
Dostał się do niewoli niemieckiej, a dzięki znajomości języka został tłumaczem. Następnie zbiegł z niewoli i dotarł do rodziny w Charkowie, gdzie przeżył niemal dwa lata okupacji. Już w 1944 roku napisał na podstawie swoich doświadczeń książkę o pierwszych miesiącach wojny. Tekst przygotowano do druku - i tu zaczyna się, jak ujął to Sadłowski, „kręta historia”.
Dlaczego wiceminister zablokował druk
Według Sadłowskiego rękopis przeczytał wiceminister spraw zagranicznych ZSRR i uznał, że książka nie może się ukazać. Trafiła do archiwum, skąd wydobyto ją dopiero po latach. Obecne wydanie - nakładem wydawnictwa Uniwersytetu Europejskiego w Petersburgu - ukazało się w liczbie tysiąca egzemplarzy. „Na Rosję to jest nic” - ocenił Sadłowski.
Powody blokady w 1944 roku były wielorakie. Książka pokazywała skalę klęski i nieprzygotowanie w pierwszych miesiącach wojny - jak łatwo Niemcy okrążali sowieckie oddziały i podporządkowywali sobie kolejne terytoria. Opisywała też przypadki kolaboracji, a sam autor próbował zrozumieć, dlaczego ludzie podejmowali współpracę z okupantem.
Istotny był również wątek narodowościowy. Kandyba, etniczny Ukrainiec o tożsamości złożonej - imperialnej, lecz świadomej odrębności - pokazał, jak w niewoli żołnierze sowieccy ukraińskiego pochodzenia trzymali się razem. Jak relacjonował Sadłowski, w niewoli nie pomogli autorowi etniczni Rosjanie, lecz jego ziomkowie - Ukraińcy. W 1944 roku, gdy propaganda chciała eksponować jedność narodów ZSRR przeciw wrogowi, takie niuanse uznano za zbyt kontrowersyjne.
Niemcy witani jak wyzwoliciele
Rozmówcy zgodzili się, że najmocniejszy w książce jest obraz wymazany dziś z pamięci - także w Polsce - zbiorowej: pierwsze wejścia Niemców na teren ZSRR cieszyły się nierzadko poparciem miejscowej ludności, i to nie tylko wśród Ukraińców, lecz również wśród etnicznych Rosjan.
Ślubowski przywołał relacje Polaków z Leningradu, które poznał, badając losy działaczy polonijnych. Część z nich - po przeżyciu czystek etnicznych 1937 roku, przymusowej kolektywizacji i walki z Kościołem - traktowała atak z 22 czerwca 1941 roku nie jako katastrofę, lecz jako potencjalną szansę. „Nie było wcale pewne, po której stronie się opowiedzą” - zauważył.
Kandyba, lojalny sowiecki patriota, z szokiem obserwował mieszkańców zajętych terenów, którzy zaczynali handlować z Niemcami i chodzić na potańcówki. Opisał to literacko jako przekonanie ludzi, że „następuje koniec władzy sowieckiej”. Jednocześnie książka pokazuje rozczarowanie - skalę zniszczeń i brutalność okupacji, która zderzyła się z wyobrażeniami o niemieckim porządku.
Sadłowski zwrócił uwagę, że autor zachował humanistyczne spojrzenie mimo totalitarnej rzeczywistości. Spotyka u Niemców zarówno oprawców, jak i ludzi okazujących współczucie. Pojawia się wątek polski - przychylnego jeńcom pracownika administracji niemieckiej, prawdopodobnie Ślązaka wcielonego do Wehrmachtu - oraz zróżnicowany portret niemieckiego duchownego, przepojonego ideą dominacji, lecz próbującego pomagać ludności.
Mit jako fundament dzisiejszej polityki
Dyskusja osadziła książkę w szerszym kontekście: w Rosji mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej pełni rolę fundamentu tożsamości i źródła poczucia mocarstwowości. Zdaniem rozmówców z faktu, że ZSRR był wśród zwycięzców faszyzmu, władza wywodzi dziś prawo do decydowania o losach świata.
Sadłowski, odwołując się do opinii profesora Hieronima Grali, wskazał, że Putin ma „kompleks sukcesu”. Wielkimi osiągnięciami ZSRR były zwycięstwo w wojnie i podbój kosmosu; współczesna Rosja nie wypracowała porównywalnego triumfu, więc „powrócono do czegoś, co już było, żeby przeżyć to jeszcze raz”. Mit, wsparty świadectwami żyjących weteranów, przez lata służył też budowaniu kontaktów z Zachodem.
Rozmówca opisał, jak mit przeniknął życie codzienne - czołgi z czekolady i mundury dla dzieci w sklepach. Dziś, podkreślił, miejsce bohaterów II wojny światowej zajmują uczestnicy agresji przeciw Ukrainie. „Ja to dostrzegłem od razu, kiedy ta inwazja się zaczęła” - stwierdził, wskazując, że mit stał się narzędziem bieżącej polityki, również wobec krajów zachodnich.
Rozmówcy odnotowali, że mit ma charakter oddolny i ludowy - marsz Nieśmiertelnego Pułku eksponuje zwykłych żołnierzy, nie wodzów. W rosyjskich rodzinach współistnieją dwie pamięci: jedni szli do ataku „za Stalina i za Rosję”, inni - mimo represji - „za Rosję, bo wiedzieli: zagłada dla Słowiańszczyzny”. Ta dwoistość jest dla władzy wygodna.
Zakazany dziennikarz i spór o pamięć
Dalsze losy Kandyby obrazują mechanizmy epoki. Po powrocie z niewoli pisał artykuły i książki, lecz publikacja tekstów o historii okazała się niemożliwa, więc zajął się prozą zbliżoną do science fiction, dostrzeżoną na emigracji w latach 50. Przez całe życie starał się o członkostwo w Związku Pisarzy Sowieckich, lecz z powodu rozstrzelania ojca w czasie czystek pozostawał jedynie kandydatem. Zmarł w zapomnieniu.
Sadłowski rekomendował polskie wydanie książki - z naukowym wstępem - jako ukazanie wojny sowiecko-niemieckiej z perspektywy lojalnego, lecz nieideologicznego inteligenta. Przywołał jako analogię „Kontrę” Józefa Mackiewicza, jedną z nielicznych pozycji odsłaniających tę historyczną prawdę.
Rozmówcy odnieśli się także do ukraińskiej polityki pamięci. Statystyki pokazują, że większość Ukraińców walczyła w Armii Czerwonej, a nie w UPA - przykładem dziadek prezydenta Zełenskiego. Sadłowski ostrzegł, że negowanie sowieckiej Ukrainy byłoby „na rękę Putinowi”, bo ułatwiłoby mu tezę o braku odrębności. Przypomniał estoński przypadek prezydenta Lennarta Meriego, którego rodzinę dzieliły wybory wojenne.
Rozmowę zamknął wątek rewizji pamięci. Za Putina rehabilitowano ideologicznie część rosyjskiej emigracji sympatyzującej z nazizmem - Sadłowski wymienił Iwana Szmielowa. Pojawia się pytanie, czy pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków, przejmując władzę, nie położy nowego spojrzenia także na gen. Andrieja Własowa, dotąd traktowanego wyłącznie jako zdrajcę.
Przykładem trudności badawczych jest Oleg Bejda, redaktor naukowy tomu, specjalizujący się w rosyjskich formacjach III Rzeszy. Jego obrona doktoratu w Petersburgu, oparta na źródłowej monografii, trwała kilkanaście godzin, a mimo wysokiej oceny stopnia nie przyznano. Bejda wyjechał do Australii i publikuje tam swoje prace - co, zdaniem Sadłowskiego, obrazuje granice wolności badań nad tą historią w dzisiejszej Rosji.