Zamieszki we Lwowie i miliardy dla Kijowa. NATO stawia na Ukrainę, front kruszeje wolniej
Ukraina otrzyma dodatkowe 70 miliardów dolarów rocznie od państw NATO - to główny efekt szczytu sojuszu w Ankarze. Równolegle w kraju narasta kryzys mobilizacyjny: we Lwowie doszło do zamieszek, podczas których demonstranci zaatakowali punkt rekrutacyjny w autobusie, pobili żołnierzy i spalili pojazd. O skali problemów Kijowa, sytuacji na froncie w Donbasie i rozczarowujących z polskiej perspektywy wynikach szczytu NATO mówił w Kanale Otwartym pułkownik Piotr Lewandowski.
Lwów: bunt przeciwko busyfikacji
Wydarzenia we Lwowie to symptom głębokiego kryzysu ukraińskiego systemu rekrutacji. Demonstranci wdarli się do autobusu pełniącego funkcję punktu poborowego, zaatakowali żołnierzy i podpalili pojazd. Uczestnicy protestu - co pułkownik Lewandowski uznaje za znamienne - nie zasłaniali twarzy.
„Widać, o czym świadczy to, że ten opór społeczny rzeczywiście rośnie" - ocenił Lewandowski. Podkreślił, że dotąd masowe, jawne protesty przeciwko mobilizacji w dużych ukraińskich miastach zdarzały się rzadko.
Ekspert przypomniał, że mobilizacja na Ukrainie przechodziła kolejne fazy. W pierwszych miesiącach wojny chętnych było więcej niż miejsc, a biura rekrutacyjne odsyłały mężczyzn bez przeszkolenia wojskowego. Szybko jednak ujawniły się dwa problemy: nieaktualne bazy danych oraz masowa korupcja w okręgowych biurach mobilizacyjnych.
Najbardziej znany przypadek to szef biura w obwodzie odeskim, który - jak relacjonował Lewandowski - przyjął łapówki liczone w milionach dolarów i euro, inwestując je w mieszkania kupowane na nazwiska członków rodziny. Po tej aferze odgórnie wymieniono wszystkich szefów biur, powierzając je weteranom rannym w walce. Skorumpowani w większości nie są, ale - jak zauważa ekspert - brakuje im doświadczenia administracyjnego, a nowy personel rekrutacyjny odznacza się dużą brutalnością wobec poborowych.
Ukraiński internet zalewają nagrania „busyfikacji" - patroli wyłapujących mężczyzn na ulicach i wrzucających ich do pojazdów. „Są odrywani ojcowie od dzieci, od żon" - opisał Lewandowski, dodając, że dochodziło już do podpaleń biur rekrutacyjnych oraz co najmniej pięciu przypadków wymiany ognia między patrolami a stawiającymi opór osobami.
Skala dezercji i uchylania się od poboru
Rada Najwyższa Ukrainy ocenia, że łączna liczba żołnierzy, którzy w różny sposób opuścili szeregi sił zbrojnych, sięga 400 tysięcy. Lewandowski zaznacza, że Ukraińcy nie kwalifikują wszystkich tych przypadków jako dezercji - obejmuje to również krótkotrwałe oddalenia.
„Biorąc pod uwagę, że armia ukraińska etatowo liczy milion - 40 procent, jak nie patrzeć" - komentuje ekspert. Podkreśla przy tym, że jest to liczba, której nie sposób samodzielnie zweryfikować; potwierdzone dane z kilku źródeł mówiły wcześniej o około 250 tysiącach. Do tego dochodzi ponad 2 miliony mężczyzn poszukiwanych przez ukraińskie organy ścigania za uchylanie się od obowiązku mobilizacyjnego.
Miliardy z NATO i unijne 90 miliardów
Podczas szczytu w Ankarze państwa sojuszu zadeklarowały 70 miliardów dolarów rocznie dla Ukrainy - na dodatek do wcześniejszych 90 miliardów z Unii Europejskiej. W Ankarze doszło również do rozmowy Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem, podczas której amerykański prezydent miał zasugerować możliwość produkcji pocisków do systemów Patriot na Ukrainie.
Zełenski przekonywał, że Kijów przejmuje inicjatywę w wojnie „nie dzięki ludziom, lecz dzięki technologii". Lewandowski tę tezę traktuje ostrożnie: „I tak, i nie. Nadal potrzeba żołnierzy, którzy utrzymują teren, i nadal potrzeba żołnierzy, którzy ten teren zajmują".
Ekspert zwraca uwagę na mit „ukraińskiej supertechnologii". „Ukraina robi masówkę w dużej części z podzespołów podwójnego zastosowania. Bardzo skuteczną - żeby to było jasne - ale to nie są żadne superrozwiązania technologiczne, o które my stoimy w kolejce" - mówi. Siłą ukraińskiego przemysłu dronowego jest zdaniem Lewandowskiego rozproszona produkcja, szybka implementacja modyfikacji i skuteczne łączenie kosztu z efektywnością - nie zaś technologiczne przełomy. Przypomina, że rakieta FP-5 Flamingo zaczęła trafiać w cele dopiero po wsparciu francuskim i brytyjskim udzielonym firmie FirePoint.
Korupcja jako koszt wojennego tempa
Napływ zachodnich pieniędzy odsłania kolejny problem - brak systemu przetargowego przy bieżących zakupach dronów. Około 50 ukraińskich jednostek ma prawo kupować sprzęt bezpośrednio u producentów. „Po prostu dostaje pieniądze i kupuje sprzęt" - opisuje Lewandowski.
Ostatnio w jednej z brygad walczących w obwodzie charkowskim aresztowano dowódcę, szef logistyki uciekł, a szef sztabu popełnił samobójstwo - po wykryciu zakupów pickupów po wielokrotnie zawyżonych cenach. „Ten system niesamowicie skrócił cały obszar informacji i zamówień, ale z drugiej strony jest niesamowicie korupcjogenny" - ocenia ekspert.
Pułkownik przypomina, że Ukraińskie Biuro Antykorupcyjne, stworzone pod egidą FBI, działa i ujawnia kolejne afery. Próby jego podporządkowania ekipie Zełenskiego zostały zablokowane przez masowe protesty społeczne.
Konstantynówka: zdobyta, lecz niekontrolowana
Na froncie uwaga skupia się obecnie na obszarze Konstantynówki, kluczowym elemencie rosyjskiej kampanii wiosenno-letniej wymierzonej w Słowiańsk i Kramatorsk. Do walk zaangażowane są trzy grupy armii: Centrum, Południe oraz Zachód.
Zdobycie Słowiańska i Kramatorska pozwoliłoby Władimirowi Putinowi ogłosić opanowanie całego Donbasu. Właśnie temu tematowi poświęcona była niedawna narada rosyjskiego prezydenta z dowódcami, w tym z szefem sztabu generalnego Walerijem Gierasimowem.
Zdaniem Lewandowskiego Konstantynówka „nie została zdobyta, ale jest pod rosyjską kontrolą" - z zastrzeżeniem, że walki wciąż toczą się w wielu punktach miasta. Rosjanie publikują nagrania z geolokalizacją z północnej części, Ukraińcy potwierdzają obecność swoich pododdziałów w centrum. Pełne opanowanie terenu, umożliwiające dalsze uderzenie na Druszkiwkę i Kramatorsk, potrwa jeszcze tygodnie lub miesiące.
Ekspert zwraca uwagę na charakterystyczny szczegół z rosyjskiej narady: dowódca 4. brygady strzelców zmotoryzowanych meldował Putinowi za jednostkę rozwiniętą do struktury pułkowej. „Straty obu stron są tak duże, że bardzo często stany osobowe są rzędu 30 procent stanów wyjściowych - i po ukraińskiej, i po rosyjskiej stronie" - wyjaśnia Lewandowski. W efekcie normą stało się scalanie jednostek dla utrzymania zdolności bojowej.
Cena kilometra kwadratowego
Według danych ukraińskich, cytowanych przez Lewandowskiego, straty rosyjskie w przeliczeniu na zdobyty kilometr kwadratowy wzrosły w ciągu roku około piętnastokrotnie. Obecnie Rosjanie tracą około 1300 żołnierzy za kilometr kwadratowy - w czerwcu ubiegłego roku było to niespełna 70.
„W lipcu zeszłego roku Rosjanie stracili około 3200 żołnierzy, w tym roku około 3600 - ale postępy są wielokrotnie mniejsze" - precyzuje ekspert. To efekt masowego użycia dronów przez obie strony i taktyki niewielkich grup szturmowych liczących dwóch-trzech żołnierzy, wysyłanych w kilkudziesięcioosobowych falach.
Lewandowski komentuje również anonimowy wywiad rzekomego rosyjskiego generała, opublikowany przez portal interia, według którego na froncie panuje stagnacja, a Putin ma świadomość, że wojsko fałszuje raporty. Ekspert traktuje ten materiał z rezerwą: „Jeżeli to był jakiś generał rosyjski anonimowy, zakładam, że to jakiś głęboki emeryt, jeżeli w ogóle to nie jest fake".
Kluczowe pytanie brzmi, czy Rosjanom starczy piechoty do dalszego natarcia - i czy Ukraińcom wystarczy żołnierzy do obrony. „Rosyjskie straty są wyższe od możliwości uzupełnień. W zeszłym roku jeszcze byli w stanie wyrównywać straty. W tym roku nie są - z tym że Ukraińcy też nie" - ocenia Lewandowski. Utrzymanie przez Kijów Łymania i Druszkiwki oznaczałoby, że Słowiańsk i Kramatorsk nie zostaną w tym roku zdobyte.
Uderzenia w rafinerie i „miękkie podbrzusze" Rosji
W ostatnich 72 godzinach - według strony ukraińskiej - trafiono 19 tankowców rosyjskiej „floty cieni" oraz prom w Kerczu. Lewandowski zaznacza, że sama flota cieni liczy prawdopodobnie znacznie ponad tysiąc jednostek, więc pojedyncze uderzenia nie zablokują eksportu, ale zakłócają dostawy.
Poważniejszy jest kryzys benzynowy w Rosji, spowodowany atakami dronów dalekiego zasięgu na rafinerie. „Uderzenie w rafinerie, które odpowiadały za produkcję benzyny, doprowadziło do powszechnego kryzysu paliwowego w Federacji Rosyjskiej" - mówi ekspert. To zdaniem Lewandowskiego najlepsza decyzja strategiczna Kijowa ostatnich dwóch lat: „Rosja ma chyba największy problem od czasów, kiedy front zaczął się chwiać w pierwszym roku wojny".
W przeciwieństwie do ukraińskiej infrastruktury, która została rozproszona, rosyjskie kompleksy fabryczne pozostają scentralizowane. Właśnie z myślą o nich powstał Flamingo z tonową głowicą bojową.
Szczyt NATO oczami Warszawy: rozczarowanie
Z polskiej perspektywy szczyt w Ankarze Lewandowski ocenia jednoznacznie: „Dla mnie ten szczyt jest wielkim rozczarowaniem. Kropka".
Ekspert przypomina, że przełomowa mogła być deklaracja madrycka o stworzeniu 300-tysięcznych sił lądowych wysokiej gotowości, w tym 100 tysięcy bardzo wysokiej gotowości. Ponad dwa lata później pozostała ona głównie w sferze deklaratywnej. Kluczowe dla obrony wschodniej flanki dowództwa korpusów w większości nie przećwiczyły dowodzenia realnie przydzielonymi im siłami.
„Nadszedł czas, żeby powiedzieć: sprawdzam. Jeżeli deklarujecie do sił wysokiej gotowości całą brygadę, to w przyszłym roku ta brygada jako cała pojedzie ćwiczyć pod nadzorem inspekcji natowskiej - nie pożyczycie sobie niczego" - postuluje Lewandowski. Nic takiego jednak nie następuje. Ekspert wskazuje pozytywny wyjątek: Turcy przydzielili natowskiemu korpusowi wielonarodowemu realny, trzeci korpus swojej armii.
Amerykańska narracja - pomimo zmiany tonu wobec Ukrainy z „nie macie żadnych kart" na sugestie, że Rosja traci inicjatywę - pozostaje niespójna. Waszyngton wciąż eskaluje spory z Hiszpanią, wraca do tematu Grenlandii i utrzymuje twardą retorykę wobec Iranu.
Ukraina wyszła ze szczytu z tym, czego najbardziej potrzebuje: strumieniem pieniędzy oraz kontraktami na systemy bezzałogowe, w tym drony naziemne. Polska - mimo dyplomatycznych deklaracji o „jedności NATO" - nie uzyskała mechanizmów, które realnie zweryfikowałyby gotowość sojuszu do obrony wschodniej flanki.