Zełenski składa ofertę Polsce w sprawie ekshumacji
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił po naradzie ze współpracownikami propozycję skierowaną do Polski: otwarcie archiwów dla naukowców oraz decyzje w sprawie udzielenia większej liczby pozwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne. Gest ma załagodzić kryzys w relacjach dwustronnych, który wybuchł po nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia bohaterów UPA. W tym samym czasie Zełenski mierzy się z narastającymi problemami wewnętrznymi - protestami po rekonstrukcji rządu i trwającą aferą korupcyjną.
Ofertę omówili w programie „Kanał Otwarty" dziennikarze Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski. Jak wskazali, propozycja Zełenskiego jest sformułowana ogólnikowo i - w kluczowym dla Polski punkcie - niczego nie zmienia. Polska strona domaga się bowiem cofnięcia decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, a nie podejmowania nowych działań, które „będą udawały, że problemu nie ma".
Ogólnikowa propozycja bez rozwiązania sporu
Zełenski zapowiedział otwarcie wszystkich archiwów dla naukowców oraz udzielenie „znaczącej liczby pozwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne". Jak zauważyli rozmówcy, część archiwów formalnie była już dostępna - problemem pozostawała skomplikowana procedura dotarcia do dokumentów.
„To otwarcie archiwów, to jak sobie czytałam komentarze różnych historyków, tych historyków z IPN, to oni mówią, że rzeczywiście w teorii te archiwa były już otwarte, ale w praktyce to była bardzo skomplikowana procedura" - relacjonowała Baranowska. Jeśli procedura zostanie uproszczona, będzie to „kroczek w słusznym kierunku".
Ślubowski doprecyzował, że chodzi o dwie instytucje: ogólne archiwum ukraińskie oraz archiwum Służby Wywiadu Zagranicznego, które prawdopodobnie nie było wcześniej otwarte. Zastrzegł jednak, że trudno oczekiwać, by zawierało informacje zmieniające dotychczasowe ustalenia. „My tak naprawdę wiemy, co się wydarzyło. (…) To jest opisane przez historyków, nie tylko polskich" - podkreślił.
W sprawie ekshumacji na zgodę ukraińskich władz czekają, według Ślubowskiego, 24 nowe wnioski. Ich rozpatrzenie byłoby krokiem pozytywnym, choć - jak dodał - „skandalem jest, że do tej pory Polacy nie mogą się o to doprosić".
Sedno sporu pozostaje nienaruszone
Zdaniem obojga rozmówców Zełenski „udaje, że nie widzi, w czym jest problem". Istotą polskiego stanowiska jest bowiem oczekiwanie, by Ukraina zmieniła swoją narrację historyczną i przestała umieszczać na sztandarach żołnierzy związanych z kolaboracją oraz upowców „splamionych zbrodniami".
„O co chodzi tak naprawdę Polsce? Polsce chodzi o to, żeby Ukraińcy zmienili swoją historyczną narrację i nie brali na sztandary żołnierzy związanych z hitlerowcami (…) a także upowców" - mówił Ślubowski. W tej kwestii, jak podsumował, „nie zmienia się nic".
Baranowska zwróciła uwagę, że symboliczne cofnięcie jednej nazwy nie rozwiązałoby całego problemu. „Tam jest tysiąc różnych innych decyzji wewnętrznych, które są i które niestety sprawiają, że Ukraina głównie ma na sztandarach właśnie dzisiaj tych upowców" - stwierdziła, wskazując na rosnącą liczbę upamiętnień Stepana Bandery i Romana Szuchewycza, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie.
Konflikt zaostrzyła decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu orderu. Choć ukraiński przywódca bagatelizował tę sprawę, według Baranowskiej wraca do niej „przy każdej możliwej okazji" - między innymi podczas wydarzenia z Ursulą von der Leyen, gdy sam odbierał odznaczenie. „Widać, że gdzieś tam to go ruszyło, gdzieś tam to w nim siedzi" - oceniła.
Kryzys wewnętrzny i „kartonowa rewolucja"
Oferta wobec Polski zbiega się z narastającymi trudnościami wewnętrznymi Zełenskiego. Rekonstrukcja rządu, obejmująca dymisję ministra obrony, wywołała protesty w ukraińskich miastach. Demonstrujący - głównie młodzi ludzie - domagają się powrotu odwołanego szefa resortu, byłego ministra cyfryzacji.
Rozmówcy nazwali ten ruch „kartonową rewolucją", od haseł wypisywanych na kartonach. Dla protestujących odwołany minister jest symbolem zmian i zerwania z korupcją. To on wprowadził reformy, które pozwoliły Ukrainie prowadzić wojnę dronową. „On wprowadzał te zmiany, które doprowadziły do tego, że Ukraina potrafi dzisiaj prowadzić tę wojnę za pomocą dronów" - mówił Ślubowski.
Po przeciwnej stronie sporu stoi generał Ołeksandr Syrski, głównodowodzący siłami zbrojnymi, z którym odwołany minister był skonfliktowany. Zełenski, jak zauważyli dziennikarze, znalazł się pomiędzy nimi. Sam przyznał, że „najlepiej byłoby wymienić ich obu, ale jednocześnie nie mogę tego zrobić" - co, zdaniem Baranowskiej, sugeruje, że pozycja Syrskiego również jest zagrożona.
Odwołany minister nie wycofał się z życia publicznego. „On nie skulił ogona i nie odszedł w jakiś niebyt, tylko odwrotnie. On podgrzewa to wszystko" - mówił Ślubowski. Były szef resortu publicznie wskazał, że przyczyną dymisji był konflikt personalny z dowódcą sił zbrojnych.
Według rozmówców pojawiają się interpretacje, że Zełenski usuwa z rządu osoby mogące w przyszłości zagrozić mu politycznie. Odwołany minister miał zyskać zbyt dużą popularność i budować własną pozycję. Baranowska przytoczyła analogię do generała Wałerija Załużnego, który wcześniej „zaczął wybijać się na niepodległość" i został odsunięty - z tą różnicą, że Załużny wyjechał do Wielkiej Brytanii i nie krytykuje władz publicznie.
Cień afery korupcyjnej
Tłem dla dymisji pozostaje afera ujawniona przez prokuratorów NABU, ukraińskiej instytucji antykorupcyjnej. Według Ślubowskiego na nagraniach pojawia się nie tylko szef kancelarii Andrij Jermak, lecz także osoba określana jako „Wowa" - czyli sam Zełenski.
„Ta korupcja po prostu szła tam pełną parą" - mówił dziennikarz. Wskazał na mechanizm pobierania procentu od zabezpieczeń dla ukraińskich elektrowni bombardowanych przez Rosję. „Pieniądze, które miały służyć na wsparcie tych regionów, były rozkradane przez najwyższych urzędników państwowych" - dodał, przypominając o zimowym kryzysie energetycznym na Ukrainie.
Rozmówcy przypomnieli, że Zełenski przyszedł do polityki jako człowiek z zewnątrz, z obietnicą walki z układami korupcyjnymi. „Przychodził jako człowiek z zewnątrz (…) który wyczyści tę stajnię Augiasza, jaką jest ukraińska polityka" - mówił Ślubowski. Rzeczywistość, jego zdaniem, okazała się odwrotna.
Kryzys wewnętrzny nakłada się na sytuację na froncie. Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków na Kijów od początku wojny - według relacji w ciągu 30 minut wystrzelono 40 rakiet balistycznych. Ukraina odpowiada atakami dronów na rosyjskie rafinerie i stacje paliw. „Cios za cios" - podsumował Ślubowski, zaznaczając, że po obu stronach są ofiary śmiertelne, a wojna nie zmierza do rozstrzygnięcia.
Nastroje w Polsce się zmieniają
Dziennikarze ostrzegli, że decyzje Zełenskiego mogą mieć długofalowe konsekwencje dla relacji z Polską. Spór historyczny wpisuje się w kampanię wyborczą i - zdaniem Baranowskiej - staje się zaproszeniem do „licytowania się na to, kto jest bardziej antyukraiński".
Baranowska przytoczyła najnowsze badanie CBOS, według którego 52 proc. respondentów uważa, że Polska nie powinna już przyjmować uchodźców z Ukrainy, a 42 proc. jest przeciwnego zdania. „To jest pierwszy przypadek w historii pomiarów CBOS-u, gdy te głosy sprzeciwu przeważają nad poparciem" - zaznaczyła.
Ślubowski wskazał kilka przyczyn tej zmiany: zmęczenie długotrwałą wojną, przekonanie o zbyt dużych przywilejach dla uchodźców oraz „politykę ogromnej romantyzacji Ukrainy". Jak mówił, przedstawianie tego kraju wyłącznie w superlatywach „przynosi dzisiaj te efekty". Zarazem zastrzegł, że nie dostrzega w Polsce realnych aktów wrogości wobec Ukraińców.
Zdaniem Baranowskiej ostatnie decyzje Zełenskiego były „wyzwalaczem" nastrojów, które „podskórnie buzowały". Wiele zastrzeżeń Polaków dotyczyło jednak polskich władz, a nie samych uchodźców - to bowiem państwo polskie kształtowało zasady pomocy.
Rozmówcy zwrócili uwagę, że napięcia narastają także w innych krajach europejskich, mimo że to Unia Europejska finansuje dziś ukraiński wysiłek wojenny. Zełenski, jak ocenili, „nie zachowuje się jak człowiek, który prowadzi wojnę o niepodległość swojego kraju wyłącznie za pieniądze z Unii Europejskiej".
Perspektywa: pragmatyzm zamiast romantyzmu
Baranowska przywołała słowa dziennikarza Macieja Pieczyńskiego, że Zełenski „uwierzył, że gra w wyższej lidze". W jej ocenie ukraiński przywódca ma trudności z przewidywaniem konsekwencji własnych decyzji i nie docenił wagi sporu historycznego dla Polski.
Dziennikarze wskazali, że polska klasa polityczna po początkowym zaskoczeniu zaczyna prowadzić wobec Ukrainy bardziej pragmatyczną politykę. Decyzja Karola Nawrockiego o odebraniu orderu, początkowo krytykowana, zyskuje szersze poparcie. Zdaniem Baranowskiej Polska powinna być „podmiotem, a nie przedmiotem" ukraińskiej polityki.
Rozmówcy przytoczyli też opinię europosłanki Konfederacji Anny Bryłki, według której wiedza o Wołyniu nie jest w Brukseli powszechna, lecz w nieoficjalnych rozmowach europosłowie z innych krajów coraz częściej pytają o istotę polsko-ukraińskiego sporu. Rozprzestrzenianie się tej wiedzy może - jak zauważyła Bryłka - utrudnić Ukrainie drogę do Unii Europejskiej. Być może, jak ocenili dziennikarze, właśnie ta świadomość skłoniła Zełenskiego do złożenia oferty.