Powrót

Order zwrócony, sojusz w kryzysie. Kijów stawia na konfrontację z Warszawą

Wołodymyr Zełenski zwrócił prezydentowi Karolowi Nawrockiemu Order Orła Białego po tym, jak polska strona zareagowała na nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. Konflikt historyczny przerodził się w otwarty kryzys dyplomatyczny, a relacje polsko-ukraińskie znalazły się w najgorszym punkcie od początku rosyjskiej inwazji - ocenia dr Maciej Pieczyński z Uniwersytetu Szczecińskiego, gość kanału Otwartego prowadzonego przez Kamilę Baranowską.

Zwrot orderu jako symbol załamania relacji

Bezpośrednim zapalnikiem stała się decyzja Zełenskiego o uhonorowaniu jednostki wojskowej nazwą odwołującą się do Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nawrocki odpowiedział krytyką, a ukraiński prezydent odesłał najwyższe polskie odznaczenie państwowe. W ślad za nim ordery zaczęli zwracać kolejni ukraińscy politycy i publicyści.

Zdaniem Pieczyńskiego skala obecnego konfliktu jest bezprecedensowa, choć jego źródło pozostaje niezmienne. - Ukraińcy cały czas tak samo oceniają kwestie ludobójstwa wołyńskiego. Ta ocena dominująca w mainstreamie ukraińskim politycznym i medialnym, ale też w opinii publicznej, jest cały czas ta sama - wskazuje ekspert. Zmieniła się natomiast atmosfera wokół sporu oraz, co istotne, charakter rozgrywającego go przywódcy.

Zełenski grający powyżej swojej ligi

Pieczyński opisuje ukraińskiego prezydenta jako polityka impulsywnego, przekonanego o własnej nieomylności i prowadzącego "eskalacyjny typ polityki" - porównywalny ze stylem Putina, Trumpa czy Netanjahu. - Zełenski uważa, że Ukraina jest w wyższej lidze niż Polska, że Ukraina może rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi, z Niemcami i z Francją, a Polskę da się obejść - relacjonuje publicysta.

To przekonanie ma kilka źródeł. Ukraińskie władze są pewne, że bronią Europy przed Rosją, a ukraińska armia jest postrzegana w Kijowie jako jedna z najsilniejszych na kontynencie. Pieczyński przypomina, że od początku wojny u głównych zachodnich sojuszników wielokrotnie zmieniała się władza, podczas gdy Zełenski wciąż rządzi - co umacnia jego poczucie politycznego mandatu.

Konflikt obliczony na wewnętrzny użytek

Według gościa kanału Otwartego Zełenski musiał zdawać sobie sprawę z polskiej reakcji na nadanie jednostce imienia bohaterów UPA, ale skalkulował, że spór z Warszawą przyniesie mu wzrost poparcia. Mechanizm "skupienia wokół flagi" zadziałał już wcześniej - po awanturze z Donaldem Trumpem w Gabinecie Owalnym sondaże ukraińskiego prezydenta poszły w górę.

Inicjatywa zmiany nazwy jednostki wyszła zresztą od samych żołnierzy. - To jeszcze gorszy obraz sytuacji. Sami Ukraińcy chcą, żeby ten kult UPA był w jakiś sposób zadekretowany - zauważa Pieczyński, przypominając wcześniejsze starania o pomnik Romana Szuchewycza we Lwowie. Kult UPA - podkreśla - jest na Ukrainie ponadpolityczny i ponadpartyjny.

Wsparcie dla decyzji Zełenskiego w ukraińskich mediach jest dominujące, choć pojawiają się niuanse. Petro Poroszenko, choć również zwrócił order, zaapelował o dialog z Polską jako partnerem strategicznym. - Poroszenko mówi łagodnie, mówi: rozmawiajmy. Ale jakby przyszło co do czego, te rozmowy zapewne żadnego skutku by nie odniosły - ocenia Pieczyński. Łagodniejsi komentatorzy nie postulują wycofania się z polityki historycznej, lecz zmianę stylu i grę na czas.

Próba rozgrywania polskiej sceny politycznej

Zełenski oddał order bez czekania na kontrasygnatę premiera Donalda Tuska, co - według Pieczyńskiego - paradoksalnie uchroniło szefa polskiego rządu przed politycznym dylematem. Kontrasygnata oznaczałaby krytykę ze strony zwolenników, odmowa - utratę poparcia coraz bardziej niechętnego Ukrainie elektoratu.

Ukraińska strona próbuje też grać na polskich podziałach. Zełenski sugerował, że spór dotyczy raczej wewnętrznego konfliktu w Polsce niż relacji między państwami. W ukraińskich komentarzach powraca teza, że Nawrocki działa z pobudek wyborczych, a "wielu Polaków" nie ma problemu z postacią Stepana Bandery.

Jednocześnie eksperci ukraińscy - jak Witalij Portnykow - przyznają wprost, że zwrot orderu wyświadczył Tuskowi przysługę. Pieczyński ostrzega jednak: jeśli polski premier nie spełni oczekiwań Kijowa, Zełenski "nie omieszka poinformować opinii publicznej o tym, jaki to nielojalny wobec Polaków był Donald Tusk".

Wołyń jako "epizod" i bariera nie do przekroczenia

Po stronie ukraińskiej dominuje narracja o "tragedii wołyńskiej" jako epizodzie wojny polsko-ukraińskiej, w której odpowiedzialność miałaby być symetryczna - z większą winą po stronie polskiej. Pieczyński wskazuje, że dla ukraińskiej opinii publicznej Armia Krajowa i Józef Piłsudski znajdują się na tym samym poziomie symbolicznym, co Bandera, Szuchewycz i UPA.

Ukraińcy łączą kult UPA z prozachodnim kursem państwa. - Wschód Ukrainy staje się banderowski - pisał politolog Serhij Tarana, uzasadniając tezę rosnącym poparciem dla integracji z UE i NATO na rosyjskojęzycznym wschodzie kraju. - NATO jest antyrosyjskie, Unia jest antyrosyjska, Bandera jest antyrosyjski, wszystko się ze sobą łączy - referuje Pieczyński ukraińską perspektywę.

Próby mediacji, w które według doniesień Zbigniewa Parafianowicza angażował się m.in. Aleksander Kwaśniewski, nie przyniosły rezultatu. - Wiemy, że Ukraińcy nie ustąpią w temacie UPA. Dla nich to jest kwestia jak kwestia niepodległości - stwierdza ekspert.

Co dalej w polityce Warszawy

Pieczyński opowiada się za konsekwentną asertywnością bez zrywania wsparcia dla Ukrainy w wojnie z Rosją. Polska - argumentuje - powinna artykułować swoje stanowisko historyczne także na forum międzynarodowym, licząc na wrażliwość Zachodu na kwestie nacjonalizmu, szowinizmu i antysemityzmu.

Wśród narzędzi nacisku ekspert wymienia kontrolę nad przyszłymi szlakami tranzytowymi do odbudowy Ukrainy oraz pomysł Mateusza Lachowskiego dotyczący referendum w sprawie ukraińskiej akcesji do UE. - Musimy szukać różnych dróg nacisku, ale takich, żeby nie wylewać dziecka z kąpielą, żeby nie torpedować totalnie obrony Ukrainy przed Rosją - zastrzega.

Zakończenie analizy ma wymiar fundamentalny. - To nie jest tak, że Ukraina broni Polskę. Ukraina broni siebie - podkreśla Pieczyński. Komfortowa geograficznie pozycja Polski daje Warszawie - jego zdaniem - szeroki wachlarz instrumentów nacisku na Kijów, którego dotąd nie wykorzystywała.