Zełenski zmienia głównodowodzącego pod presją protestów
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zdymisjonował głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego i powierzył to stanowisko 42-letniemu generałowi Mychajle Drapatemu. Decyzja zapadła w trakcie trwającego kryzysu politycznego, wywołanego wcześniejszą dymisją popularnego ministra obrony Fedorowa i towarzyszącymi jej protestami społecznymi. O kulisach zmiany, kondycji ukraińskiej polityki oraz o rosnących napięciach w relacjach polsko-ukraińskich rozmawiali w Kanale Otwartym dziennikarze Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski.
Bohater z Mariupola nowym dowódcą
Mychajło Drapaty zyskał rozpoznawalność w 2014 roku w Mariupolu, gdzie jako major dowodził batalionem wozów pancernych. Jego kolumna, nazywana „latającymi BMP”, przedarła się do otoczonego przez rosyjskich separatystów posterunku policji. Nagrania z tamtej akcji krążą do dziś i budują jego wizerunek odważnego, działającego niekonwencjonalnie oficera.
Popularność Drapatego wykracza poza wojsko. Chwalą go ukraińscy politycy niezależnie od barw partyjnych - pozytywnie o generale wypowiadał się między innymi były prezydent Petro Poroszenko. Zachowały się także nagrania, na których żołnierze biją mu brawo za wyprowadzenie części ludzi z okrążenia w Mariupolu.
Zdaniem Ślubowskiego nominacja jest przede wszystkim ruchem wizerunkowym. Syrski ma 61 lat, Drapaty - 42. „To są te sowieckie zwyczaje” - tak, według dziennikarza, przeciwnicy opisywali Syrskiego, kojarzonego ze „starą armią”. Drapaty reprezentuje inne pokolenie i, jak zauważono, „trochę tą inną armię chce zbudować”.
Rozmówcy przypomnieli jednak, że i Syrski jest bohaterem wojennym - to o nim mówi się, że obronił Kijów przed Rosjanami. Ślubowski ostrzegł przed czarno-białym odczytaniem konfliktu: „Ukraina też jest takim krajem, że nie wszystko jest tym, co się wydaje”. Podał w wątpliwość, czy dymisja oznacza realną zmianę, czy jedynie zabieg fasadowy.
Unik prezydenta i cień Fedorowa
Baranowska zwróciła uwagę na niekonsekwencję Zełenskiego. Wcześniej prezydent tłumaczył, że rozważa wymianę Syrskiego, ale nie może jednocześnie zdymisjonować szefa resortu obrony i głównodowodzącego. „Okazuje się, że jednak można - tylko wystarczy mieć wystarczająco długo protesty” - skomentowała.
Kryzys wywołało odsunięcie Fedorowa, wcześniej ministra cyfryzacji, przygotowywanego do objęcia Ministerstwa Obrony. Protestujący domagają się jego powrotu, a sam Fedorow stawia warunki. Zełenski miał proponować mu tekę wicepremiera do spraw cyfryzacji, ale polityk odmówił, uznając to najwyraźniej za degradację.
Według Ślubowskiego prezydent wykonał manewr obronny. Syrski pozostawał w konflikcie z Fedorowem i był oskarżany o utrwalanie starych, postsowieckich układów. Dymisjonując go i mianując popularnego Drapatego, Zełenski próbował rozładować napięcie. Dziennikarz ma jednak wątpliwości, czy nowy dowódca okaże mu równą lojalność co poprzednik: „to jest człowiek już trochę z innego pokolenia”.
Ślubowski określił Zełenskiego jako polityka „bardzo cynicznego”, który konsekwentnie koncentruje władzę. „Chyba żaden ukraiński prezydent nie miał tyle władzy, co ma dzisiaj Zełenski” - ocenił, dodając, że zwolennicy prezydenta tłumaczą to wojną. Wśród motywacji wymienił myślenie o przyszłości: „On głównie o tym myśli, żeby wygrać wybory i żeby utrzymać władzę”.
Oligarchowie w tle i afera Midas
Rozmowa dotknęła także spraw korupcyjnych. Nazwiska Zełenskiego nie postawiono wprost pod zarzutami, jednak na nagraniach z tak zwanej afery Midas pojawia się osoba określana jako „Wowa”, którą część komentatorów utożsamia z prezydentem. Ślubowski przypomniał, że gdy śledztwa prowadzone przez NABU zaczęły ujawniać kolejne wątki, Zełenski próbował zlikwidować to biuro, lecz wycofał się pod presją protestów w kraju i na Zachodzie.
Dziennikarze wskazali na możliwe drugie dno konfliktu. Zełenski przez lata był związany z oligarchą Ihorem Kołomojskim, który finansował jego kampanię i wyprodukował serial „Sługa narodu”, budujący jego wizerunek. Później prezydent odsunął Kołomojskiego od wpływów i doprowadził do jego uwięzienia.
Stąd - jak zaznaczono - biorą się teorie, że obecne zamieszanie wokół Fedorowa może być inspirowane przez odsuniętych oligarchów. „Nic na Ukrainie nie jest takie jasne, jak się wydaje, nic nie jest proste, nic nie jest czarno-białe” - podsumował Ślubowski. Rozmówcy zwrócili też uwagę na szerszy trend: ukraińscy wojskowi coraz częściej wchodzą do polityki. Głównym rywalem Zełenskiego pozostaje generał Załużny, którego prezydent „skutecznie pozbył się, przynajmniej z kraju”.
Wojna bez perspektywy przełomu
Dziennikarze omówili także sytuację na froncie i dyplomatyczne próby zakończenia wojny. Sekretarz stanu USA Marco Rubio spotkał się na Filipinach z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem - rozmowa trwała około pół godziny. Równolegle w Kijowie mieli przebywać Witkoff i Kushner, prowadząc rozmowy z Zełenskim.
W tym samym czasie ukraińskie drony uderzyły w cele na terytorium Rosji. „Znów zapłonęło niebo rosyjskie” - relacjonowała Baranowska, opisując pożary magazynów logistycznych. Zdaniem rozmówców zbieżność tych wydarzeń nie jest przypadkowa, a Ukraińcy, prawdopodobnie wspierani logistycznie przez Amerykanów, przypominają Rosji, że skutki wojny dotykają również jej terytorium.
Ławrow miał uznać dostawy broni dla Ukrainy za „niedopuszczalne”, jednocześnie deklarując, że „Rosja jest niezmiennie gotowa do politycznego i dyplomatycznego rozwiązania konfliktu”. Rubio ocenił rozmowę jako „dobrą i szczerą” oraz zapowiedział gotowość do „konstruktywnej roli w zakończeniu tej bezsensownej wojny”. Baranowska określiła te wnioski jako nowomowę, która niczego nie zmienia.
Ślubowski nie spodziewa się przełomu. Obie strony są przekonane, że nie przegrywają. Putin - jego zdaniem - nie zrezygnuje z niezajętej części Donbasu, o którą toczy się główna gra, a Zełenski nie pójdzie na ustępstwa, dopóki front stoi w miejscu. Rosjanie liczą natomiast na to, że Donald Trump zgodzi się na obietnice, które mieli usłyszeć podczas spotkania na Alasce w Anchorage.
Deportowany Ukrainiec i awantura z policją
Osobnym tematem rozmowy było nagranie opublikowane na platformie X, na którym obywatel Ukrainy wdaje się w awanturę z polskim policjantem podczas interwencji dotyczącej nieprawidłowego parkowania. Mężczyzna kwestionował uprawnienia funkcjonariusza, żądał tłumacza i danych policjantów, a w pewnym momencie wyciągnął nożyczki, które musiał na polecenie schować.
„Trzeba stosować się do polskiego prawa” - mówił do niego funkcjonariusz, gdy Ukrainiec twierdził, że nie rozumie języka. Dziennikarze ocenili zachowanie mężczyzny jednoznacznie negatywnie i podziękowali policjantowi za „zimną krew”, choć zauważyli, że w końcowej fazie zdarzenia był wyraźnie poirytowany. Bohater nagrania został - według relacji - deportowany i miał być weteranem wojny na Ukrainie.
Ślubowski próbował wyjaśnić incydent kontekstem kulturowym. W krajach postsowieckich policja bywa postrzegana wrogo - nazywana bywa „wampirami w pagonach”. „Z policją trzeba walczyć” - tak opisał dominującą wobec niej postawę. Do tego dochodzi psychologia człowieka wracającego z frontu, przyzwyczajonego do innych reguł.
Baranowska przywołała rozmowę z Marią Piechowską z PISM, która ostrzega, że po zakończeniu wojny do Polski może napłynąć wielu weteranów z nieprzepracowanymi traumami, dołączających do rodzin już mieszkających w kraju. Incydent może być zapowiedzią przyszłych napięć społecznych.
Rosnące napięcia i apel o powściągliwość
Dziennikarze przytoczyli statystyki dotyczące ataków na Ukraińców w Polsce. W poprzednim roku odnotowano około 270 zgłoszeń, a w pierwszej połowie bieżącego roku - już 180, co wskazuje na wzrost o mniej więcej 30 procent. Zgłoszenia dotyczyły najczęściej pobić, hejtu i znieważeń słownych, przy czym tę ostatnią kategorię rozmówcy uznali za trudną do jednoznacznej oceny.
Baranowska powołała się także na sondaż CBOS, według którego po raz pierwszy większość Polaków - 52 procent - sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy. Oboje rozmówcy podkreślili jednak, że na tle liczby Ukraińców mieszkających w Polsce incydenty pozostają jednostkowe i „nie ma żadnej wielkiej fali nienawiści”.
Ślubowski zaapelował, by nie oceniać zwykłych ludzi przez pryzmat wypowiedzi ukraińskich polityków. Jako przykład szkodliwej retoryki wskazał byłego szefa ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza, który - jak relacjonował - twierdzi, że „Polacy robią dokładnie to samo, co Rosjanie”. Dziennikarz uznał, że są to autentyczne antypolskie emocje, choć podobne, choć łagodniejsze, tony pojawiały się także u Zełenskiego.
Baranowska prognozuje, że zbliżająca się kampania wyborcza w Polsce nasili instrumentalne wykorzystywanie tych napięć przez polityków obu stron. Rozmówcy zgodzili się, że należy zakończyć „romantyzację stosunków z Ukrainą”, ale ostrzegli przed przesadą i podsycaniem nastrojów. Przypomnieli, że polska prawica wskazuje jako źródło eskalacji nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA - decyzję, z której Zełenski się nie wycofał i za którą nie przeprosił.
Zamykając rozmowę, dziennikarze wyrazili nadzieję, że politycy obu państw będą kierować się interesem swoich krajów, a nie osobistymi ambicjami. „Jeżeli tak będą robić, to te stosunki polsko-ukraińskie staną się zupełnie normalne” - podsumował Ślubowski.