Ziemkiewicz: polska prawica rozsypana, czeka na Nawrockiego
Polska prawica wchodzi w okres głębokiego kryzysu strukturalnego - główna partia przejęła retorykę własnej wewnętrznej opozycji, czołowi działacze przebywają za granicą, a nowe ugrupowania nie potrafią przebić się poza elektorat już zagospodarowany. Taką diagnozę postawił publicysta Rafał Ziemkiewicz w rozmowie przeprowadzonej w programie „Kanał Otwarty” prowadzonym przez Igora Janke. Zdaniem gościa jedyną postacią o niesłabnącej pozycji pozostaje prezydent Karol Nawrocki, który - jak twierdzi Ziemkiewicz - świadomie nie spieszy się z zajęciem roli lidera.
System watah i władza prezesa
Zapytany o kondycję prawicy, Ziemkiewicz odpowiedział krótko: „Kiepsko". Następnie rozwinął tezę, że cały polski system partyjny cierpi na te same wady od 35 lat. Odwołał się do określenia Radosława Sikorskiego, mówiąc o partiach jako o „watahach" skupionych wokół jednego wodza.
„Wyskakuje jeden wódz, krzyczy »za mną, mości panowie, bij kto w Boga wierzy«. Leci za nim jakaś taka ekipa (…) A jak się trafi w tej partii jakiś inny bystry, to on mówi »za mną« i część tej watahy odrywa” - opisał mechanizm publicysta. Jego zdaniem jedynym spoiwem takiej partii jest obietnica sukcesu i jej spełnienie.
Ziemkiewicz przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość osiągało w szczytowym momencie poparcie rzędu 43-44 procent nie dzięki harmonijnej współpracy działaczy, lecz dlatego, że „wszyscy słuchali komendanta". Komendant miał opinię tego, który „się nigdy nie myli i zawsze sukces dowiezie".
Rozmówca wskazał na ustawowe źródło tej władzy - przepisy o finansowaniu partii, pisane przez nieżyjącego Ludwika Dorna i uchwalone wspólnym wysiłkiem Platformy oraz PiS. „Partia dostaje kasę, ale nie partia – prezes. Prezes dostaje kasę” – powiedział. Jego zdaniem to prezes decyduje także o kształcie list wyborczych, co daje mu realny posłuch.
Partia jako system dystrybucji
Według Ziemkiewicza polski system partyjny ma charakter „mafijny" - oparty na wzajemnym załatwianiu pracy, kontraktów i zleceń. Wskazał, że gdy partia jest u władzy, prezes staje się „szafarzem stanowisk" rozdzielanym w radach nadzorczych i spółkach.
Publicysta przywołał poemat Janusza Szpotańskiego o towarzyszu Szmaciaku, w którym opisano mechanizm „dojenia". „Do partii się szło, żeby doić, żeby poustawiać znajomych" - stwierdził, dodając, że korzenie tego układu sięgają PRL. Zacytował przy tym słowa Andrzeja Gduli, że wstąpienie do partii nie było wyborem ideowym, lecz sytuacyjnym.
Ziemkiewicz odniósł się także do mechanizmów finansowania obozu rządzącego poprzez budżety wielkich miast. Prowadzący Igor Janke zweryfikował podane przez gościa dane - wydatki Warszawy na promocję oszacował, korzystając z narzędzia sztucznej inteligencji, na 25-35 milionów złotych rocznie, łącznie z urzędem centralnym i osiemnastoma dzielnicami. „Powiedziałem 40, no to do 35. Oczywiście nie wszystko z tego idzie na autentyczne promowanie miasta" - przyznał Ziemkiewicz.
W kwestii rozliczeń prowadzonych przez obecną władzę publicysta wyraził przekonanie, że afery straciły zdolność poruszania opinii publicznej. „W Polsce nastąpiło coś jak śmierć afer. (…) Już wszyscy mają to głęboko gdzieś, bo wszyscy się przyzwyczaili" - ocenił. Zdaniem Ziemkiewicza zarzuty wobec Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego dotyczą niegospodarności, lecz „nie można wskazać nigdzie (…) żadnych złotych klamek".
Sanacyjne dziedzictwo PiS
Ziemkiewicz zaproponował porównanie PiS do przedwojennej sanacji - z zastrzeżeniem, że obecna formacja nie opiera się na wojsku. „PiS to jest taka rekonstrukcja sanacji z jedną różnicą, że nie wojskowa" - stwierdził. Cechą wspólną ma być model, w którym wszystkim zarządza państwo, a państwo pozostaje pod kontrolą partii i osobiście jej lidera.
Publicysta przypisał Jarosławowi Kaczyńskiemu silny „instynkt inteligencki", zgodnie z którym zarabianie pieniędzy jest czymś podejrzanym. „Jak Jarosław Kaczyński mówi o przedsiębiorcach, to mam takie wrażenie, jakby mówił o nieprzyłapanych przestępcach" - ocenił. Zdaniem gościa z tego wynikało przekonanie, że infrastrukturę musi budować państwo, nie prywatny kapitał.
Ziemkiewicz przyznał Kaczyńskiemu częściową rację co do roli państwa, wskazując na Centralny Port Komunikacyjny oraz przekop Mierzei Wiślanej. Jednocześnie podkreślił, że przewaga inwestycji państwowych oznaczała brak kontroli: „Nie będziemy mogli wtedy go kontrolować".
W ocenie publicysty kluczową różnicą między polskim a węgierskim modelem pozostaje stosunek do budowania klasy oligarchicznej. „Co robił Orbán? (…) Pozwalał się bogacić swoim kumplom, tworząc sieć oligarchów" - stwierdził, dodając, że w Polsce „taki Kulczyk to był raczej wyjątkiem niż regułą". Według Ziemkiewicza z tego powodu PiS po przegranych wyborach i utracie spółek Skarbu Państwa został z niczym, bez prawicowego biznesu, fundacji i organizacji pozarządowych.
Wiarygodność jako problem
Publicysta zwrócił uwagę na paradoks związany z dawną Solidarną Polską. „Środowisko Solidarnej Polski rządzi dzisiaj PiS-em. Przecież retorykę PiS-u wyznaczają działacze tacy jak Patryk Jaki" - zauważył. Zdaniem Ziemkiewicza PiS mówi dziś rzeczy sprzeczne z własną praktyką rządzenia, co podważa jego wiarygodność - także w sprawach Unii Europejskiej i Ukrainy.
Osobno ocenił sytuację Mateusza Morawieckiego i jego projektu. Według Ziemkiewicza start był „całkiem niezły", lecz Morawiecki błędnie odczytał odbiór własnych rządów. „Dopóki tam jest na czele Morawiecki, ta partia nie dostanie ani jednego głosu" - relacjonował opinie przedsiębiorców, z którymi rozmawiał. Jako pierwszą propozycję programową Morawieckiego publicysta wskazał koncepcję dochodu podstawowego, którą uznał za „najbardziej przeciwskuteczne hasło" wobec elektoratu aspirujących przedsiębiorców.
Prowadzący zweryfikował tę wypowiedź, przytaczając fragment exposé z 2023 roku, w którym Morawiecki mówił o „laboratoriach przyszłości" i „powszechnym, choć warunkowym dochodzie podstawowym". Ziemkiewicz podtrzymał ocenę, że dla elektoratu, który odsunął PiS od władzy, taki przekaz był odpychający.
Publicysta przeanalizował oczekiwania tej grupy wyborców, odwołując się do badań fokusowych opisywanych publicznie przez Marcina Dumę. „Oni generalnie żyli w takim głębokim przekonaniu, że PiS kradnie ich pieniądze i ich kosztem utrzymuje jakąś hołotę" - stwierdził. Dlatego - jego zdaniem - Rozwój Plus urwał kilka procent z PiS, zamiast sięgnąć po elektorat liberalny, co oznacza „drogę donikąd".
Media, cenzura i dezinformacja
W rozmowie pojawił się wątek nieskuteczności mediów budowanych przez PiS. Ziemkiewicz ocenił, że pochłonęły one miliony i „nikogo nieprzekonanego wcześniej nie przekonały". Przyczyną miała być zasada opisana przez Jacka Kurskiego - robienie telewizji „dla jednego widza". Dziennikarze konkurowali o sympatię prezesa, który decydował o finansowaniu.
Publicysta przyznał Jarosławowi Kaczyńskiemu cechy erudyty, ale zarazem przypisał mu „silną pogardę wobec ludzi". Przywołał powiedzenie przypisywane Rupertowi Murdochowi, zgodnie z którym „nie można przesadzić z pogardą dla widza, bo im bardziej go traktujesz jak kretyna, tym bardziej on cię ogląda".
W kwestii dezinformacji Ziemkiewicz i Janke zarysowali różne akcenty. Prowadzący wskazywał na realny problem zalewu fake newsów, publicysta zaś ostrzegał przed wykorzystywaniem tego argumentu do cenzury. „W definicji fake newsa jest wiadomość, która może być prawdziwa, ale jak jest szkodliwa, to jest również cenzurowana" - twierdził. Ocenę szkodliwości uznał za zawsze subiektywną i polityczną.
Jako przykłady fałszywych przekazów Ziemkiewicz wymienił między innymi kłamstwo o rzekomym sutenerstwie Karola Nawrockiego, doniesienia o rtęci w Odrze oraz sprawę pani Izabeli z Pszczyny. Odpowiadając na uwagę Janke, że złe zjawiska występują po wszystkich stronach sceny medialnej, publicysta przyznał: „Złe zjawiska są po różnych stronach", lecz za główne źródło dezinformacji uznał wielkie koncerny medialne oraz rosyjskie maszyny propagandowe. Polecił w tym kontekście książkę fińskiej dziennikarki Jessikki Aro „Trolle Putina".
Co do anonimowości w sieci, Ziemkiewicz przyznał, że pierwotny entuzjazm wobec niej uważa dziś za nieuzasadniony. „Ta stuprocentowa anonimowość nie może być utrzymana" - stwierdził, odnosząc się do konieczności weryfikacji wieku użytkowników i ograniczenia dostępu dzieci do mediów społecznościowych.
Czekanie w blokach startowych
Ziemkiewicz opisał stan prawicy jako oczekiwanie „w blokach". Jego zdaniem wszystkie ugrupowania - PiS, obie frakcje Konfederacji, Rozwój Plus oraz środowisko Grzegorza Brauna - żyją w przekonaniu, że zwycięstwo nadejdzie samo, gdy wyborcy znużą się rządami Donalda Tuska.
Publicysta podważył popularny „mit odbicia wahadła" oraz hasło, że szansę mają jedynie ci, którzy jeszcze nie rządzili. „Jak pójdziesz do lekarza, który jeszcze nigdy nikogo nie leczył (…) zrobię ci operację chirurgiczną" - zilustrował absurd tego argumentu. Przyznał jednak, że mechanizm ten bywa skuteczny, gdy wyborcy „wybierają zmianę", a nie większe dobro - jak miało się dziać w Niemczech czy na Węgrzech.
Zdaniem Ziemkiewicza Braun zachowuje się „bardzo pragmatycznie i rozsądnie" w sensie taktycznym, składając kuluarowe propozycje dotyczące obsady okręgów nazwiskami „niekontrowersyjnymi". Publicysta zastrzegł, że nie przesądza, na ile rozmowy te były uzgodnione. Odnotował też, że kancelaria prezydenta wykluczyła Brauna z ewentualnych rozmów o wspólnej liście.
Rozmówca ostrzegł przed scenariuszem pozademokratycznej zmiany władzy. Wskazał na ryzyko siłowego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego oraz na sytuację międzynarodową - rolę Rosji i Władimira Putina, który jego zdaniem jest zainteresowany tym, „żeby Polska gniła". Publicysta odwołał się także do książki Roberta Kaplana, dostrzegając w obecnej sytuacji Zachodu analogię do Republiki Weimarskiej.
Nawrocki jako jedyny silny ośrodek
Centralnym punktem prognozy Ziemkiewicza pozostaje prezydent Karol Nawrocki - jego zdaniem jedyna postać na prawicy o niesłabnącej pozycji w oczach elektoratu antyrządowego. Publicysta ocenił, że „chemia" między Nawrockim a Jarosławem Kaczyńskim jest lepsza niż za czasów poprzedniego prezydenta, mimo większej samodzielności obecnego.
Zdaniem gościa rysuje się wymiana pokoleniowa. Kaczyński „wie, że ma 76 czy 77 lat", a Nawrocki jest od niego na tyle młodszy, że „mu się nie spieszy". Ziemkiewicz przewiduje, że prezydent może wykorzystać moment, w którym partie zostaną zmuszone do wystawienia wspólnej listy - a jej kandydaci będą lojalni raczej wobec patrona niż wobec własnych liderów partyjnych.
Publicysta zastrzegł jednak, że model wodzowski działa „dopóki wódz wygrywa", czego dowodem ma być sam Jarosław Kaczyński, który - jak ujął to Ziemkiewicz - „już nie dowozi sukcesu". Prezydent, jego zdaniem, świadomie czeka na moment, w którym Polacy zaczną domagać się „człowieka konkretnego, który ma twarz".
Rozmowa, prowadzona w programie „Kanał Otwarty”, stanowi element szerszej serii analiz polskiej sceny politycznej. Diagnoza Ziemkiewicza łączy historyczne porównania z sanacją i PRL z oceną bieżącego układu sił, w którym - jak wynika z wywiadu - zarówno obóz rządzący, jak i prawicowa opozycja czekają na rozstrzygnięcia, mogące nadejść nie tylko przez urnę wyborczą, lecz także za sprawą kryzysu gospodarczego lub wydarzeń na arenie międzynarodowej.