Powrót

Żurek mówi o taśmach w aferze Zonda Krypto. Prawica mówi o grze

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek oświadczył w Polsat News, że w prokuraturze znajdują się nagrania dotyczące afery Zonda Krypto z udziałem „ważnych osób”, odmawiając wskazania, kogo dotyczą. Zdaniem Miłosza Lodowskiego, twórcy kanału Chłodnym Okiem i eksperta do spraw marketingu politycznego, jest to element gry wizerunkowej rządu, mającej obciążyć prawicę i przykryć własne problemy - choć źródłem afery pozostaje, w jego ocenie, bierność organów państwa.

Nagrania, których wcześniej „nie było”

Waldemar Żurek stwierdził, że „mamy taśmę w prokuraturze”, dotyczącą nagrań z udziałem istotnych postaci związanych ze sprawą Zonda Krypto. Zapytany o to, kogo dotyczą materiały, odparł: „Kogo one dotyczą, nie mogę o tym powiedzieć. Proszę zwolnić mnie z tej odpowiedzi”.

Wypowiedź stoi w sprzeczności z wcześniejszymi zapewnieniami autorów publikacji o aferze, którzy przekonywali, że takich nagrań nie ma - a na pewno nie ma nagrań z politykami PiS. Lodowski zwraca uwagę na selektywność ewentualnych materiałów: istnieją już nagrania telewizji sejmowej, na których w towarzystwie przedstawicieli Zonda Krypto występują także inne osoby, w tym - jak wskazał - szefowa bezpieczeństwa systemu.

Ekspert kwestionuje przede wszystkim samo zawężenie sprawy do jednej strony sceny politycznej. - To jest bardzo dużym nadużyciem - ocenił, przypominając, że produkt finansowy był wprowadzany szeroko, a szef Zonda Krypto informował o sponsorowaniu ponad 50 wydarzeń różnego rodzaju. Wśród imprez firmowanych przez spółkę wymienił Camerimage oraz Tour de Pologne, które nie mają charakteru politycznego.

Zdaniem Lodowskiego postawa ministra jest problematyczna także ustrojowo. - Tolerujemy wypowiedzi ministra sprawiedliwości, który powinien w tej sprawie być mimo wszystko bezstronny - zauważył, opisując działania rządu jako „ofensywę w Ardenach”, czyli próbę kontrofensywy w warunkach spadających notowań.

„Ten sam modus operandi”

Ekspert zestawia sprawę Zonda Krypto z wcześniejszymi aferami finansowymi - Amber Gold oraz liniami lotniczymi OLT. Wspólnym mianownikiem ma być, jak mówi, „bierność organów państwa w dziwnych okolicznościach” oraz brak instytucji koordynującej fragmentaryczne dane zbierane przez służby.

Lodowski przywołuje sekwencję zdarzeń z czerwca 2025 roku. - Było spotkanie i wystąpienie przedstawicieli Zondy Krypto na konferencji poświęconej cyberbezpieczeństwu, a następnego dnia dowiedzieliśmy się, że są pierwsze działania wobec jednego z elementów płatniczych - opisał. Jego zdaniem nie istnieje możliwość, by służby nie posiadały wcześniej odpowiednich informacji i nie przekazały ich zwierzchnikom.

Podobieństwo do Amber Gold widzi także w metodzie budowania wiarygodności. Firma miała uwiarygadniać się reklamami i współpracą z rozpoznawalnymi tytułami oraz osobami. Właściciel Zonda Krypto - określany jako pan Kral - „szerokim strumieniem kierował pieniądze do wybranych tytułów, wybranych osób”, spotykając się z konkretnymi postaciami.

Ekspert podkreśla, że fakt sponsorowania nie przesądza o winie. Osoby, które pojawiały się na zdjęciach czy uczestniczyły w spotkaniach, mogły nie mieć świadomości, z kim mają do czynienia. - To może być jedynie opowieść o nieudolności służb, o tym, że służby nie ostrzegały ważnych instytucji państwa czy ważnych osób - stwierdził.

Pytanie o premiera i rolę służb

Lodowski stawia pytanie o odpowiedzialność osób sprawujących nadzór nad służbami specjalnymi - premiera, koordynatora oraz szefów służb. Odwołuje się do obecności premiera w koszulce z logo Zonda Krypto po wejściu spółki do ligi piłkarskiej.

- Ja nie winię pana Donalda Tuska za to, że pojawiał się z koszulką Lechii Gdańsk, jeśli jest jej kibicem - zastrzegł, wskazując jednak na kluczowe rozróżnienie. - Jeśli pan premier był ostrzeżony, że Zonda Krypto może być elementem niekoniecznie bezpiecznym, to dlaczego nie ostrzegł innych?

W tak zarysowanej sytuacji, argumentuje ekspert, powstaje zarzut wprowadzania przeciwników politycznych w pułapkę - nie mieli oni bowiem dostępu do informacji ze służb prowadzących postępowania. Lodowski idzie dalej, formułując pytanie o możliwy udział czynnika zewnętrznego. Wskazuje, że w pierwotnym portfelu miało zniknąć 4,5 tysiąca bitcoinów, a część środków mogła pochodzić z nielegalnych źródeł, co utrudnia ustalenie skali procederu.

Ekspert powołał się na publikację niemieckiej prasy, sugerującą, że służby zza zachodniej granicy mogły współpracować przy budowie pułapki w ramach projektu. - Jest pytanie, czy nasze służby działały w tej sprawie właściwie, czy współdziałały w tym procederze - podsumował, uznając to za istotniejsze niż same powiązania towarzyskie.

Serial medialny i kalendarz polityczny

Zdaniem Lodowskiego sprawa jest rozpisywana na „serial wizerunkowy”, którego celem jest wyparcie z przestrzeni informacyjnej problemów rządu: afery szpitalnej z narastającym zadłużeniem, nierozwiązanej kwestii pomocy powodzianom na Dolnym Śląsku oraz raportu, o którym mowa w kontekście wydatków publicznych. - Ludzie mają odporność do pięciu informacji naraz przyswajanych - zauważył, tłumacząc mechanizm dozowania treści.

Ekspert przytoczył także logikę opisaną mu przez jednego z polityków prawicy: każdy dzień, w którym opozycja tłumaczy się zamiast punktować rząd, jest dla rządzących korzystny. Temat kryptowalut ma być przy tym „wdzięczny do budowania piętrowych teorii spiskowych”, ponieważ pozostaje niezrozumiały dla znacznej części społeczeństwa.

Lodowski przewiduje jednak, że afera została „za wcześnie odpalona”, porównując ją do sprawy kawalerki z kampanii prezydenckiej, której zapowiadana kontynuacja - jak zaznaczył - nigdy się nie ukazała, a temat wygasł po wyborach. Jego zdaniem konstrukcja oskarżeń jest zbyt krucha, by przetrwać ponad rok do regularnych wyborów.

Sprzeczne sygnały w prokuraturze

Ekspert wskazał na napięcie między dwiema decyzjami resortu. Z jednej strony minister Żurek mówił o zespole ponad 100 prokuratorów ścigających przestępstwa z nienawiści - wypowiedź musiał później prostować, twierdząc, że jego słowa „wyrywa się z kontekstu i nadaje im fałszywą treść”, a działania dotyczą także obywateli Polski. Z drugiej strony w prokuraturze forsowany jest regulamin ograniczający lub likwidujący dział zajmujący się cyberprzestępczością.

- Z jednej strony 100 prokuratorów zajmuje się przestępstwami typu hate crime, a równolegle likwiduje się w sprawie, która jest spektakularna, dział wyspecjalizowany ludzi, którzy mają się zajmować cyberprzestępczością - zauważył Lodowski. Wskazał, że w Polsce jest około 6 tysięcy prokuratorów, a przesuwanie ich na zadania uzasadnione politycznie osłabia ściganie innych przestępstw.

Ekspert przywołał również wyrok Sądu Najwyższego, który - jak twierdzi - dotyczy statusu osób powołanych w prokuraturze i może rzutować na legalność prowadzonych postępowań, w tym na pozycję prokuratora Korneluka. Jego zdaniem spory kompetencyjne wokół funkcji prokuratora krajowego oraz brak finansowania Trybunału Konstytucyjnego na kolejny rok pogłębiają erozję instytucji.

Scenariusz przyspieszonych wyborów

Lodowski dopuszcza możliwość przyspieszonych wyborów jako „ostatniej szansy” rządzących, wykonanego na wzór hiszpańskiego „gestu Sancheza”. Argumentuje to trudnościami z uchwaleniem budżetu oraz spodziewanymi zmianami politycznymi w Europie, które mogą oddziaływać na nastroje w Polsce.

Ekspert wskazał na rosnące poparcie młodszych wyborców dla obozu prezydenckiego, opisując jego narrację jako element stabilizacji przyciągający obywateli „zmęczonych wszystkim innym”. Za możliwy temat przyszłej kampanii uznał budowę konstytuanty i zapowiedź nowej konstytucji, do której - jak przypomniał - prezydent nawiązywał, mówiąc, że obecną ustawę zasadniczą „trzeba szanować, ale intensywnie przygotowywać się do jej zmiany”.

Kraków jako papierek lakmusowy

W ostatniej części rozmowy Lodowski odniósł się do kampanii przed wyborami prezydenta Krakowa 27 września. Wskazał na niepewność wokół kandydatury Łukasza Gibały, którego podpisy początkowo zakwestionowano, oraz na - jak ocenił - najbardziej zadłużone miasto w Polsce, mimo silnej marki i statusu czołowego ośrodka naukowego.

Ekspert opisał sytuację, w której część kontrkandydatów Gibały namawia do składania podpisów pod jego kandydaturą, wbrew własnemu interesowi. Widzi w tym potencjał do „prezydentury technicznej” z podziałem odpowiedzialności między różne stronnictwa. Miasto obserwuje cała Polska, co - jak podsumował - pokazuje nadmierną dominację Warszawy w krajowej debacie.

Kolejna rozmowa z ekspertem zapowiedziana została po wyborach w Krakowie.